Są takie momenty w życiu człowieka, które chce się zatrzymać na dłużej. Zwłaszcza, gdy czekało się na nie miesiącami a może i latami. Narodziny dziecka? Też. Ale tu chodzi o sprawy nieco bardziej przyziemne. Mechaniczne. Nowy samochód! I jak tu nie zrobić mu zdjęcia?

Błyszczy się czerwienią, kusi pięknymi kształtami i z pewnością wzbudza podziw, zachwyt a może i trochę zazdrości? Polonez-przejściówka, najnowszy produkt polskiego przemysłu motoryzacyjnego. Jest rok 1988, a cudo ze zdjęcia tytułowego wypuszczono ledwie rok wcześniej. Stoi na parkingu przy Grzegorzewskiej a z ogromnego kufra wystaje dumna Dominika Domańska. Dla niej to pewnie latający kufer. Przejściówka była pierwszym etapem przechodzenia od klasycznego Borewicza do końcowego Caro.

Pierwsza Komunia Andrzeja Rutkowskiego. Zdjęcie przed kościołem pw. Wniebowstąpienia Pańskiego. Ach, no i ten Polonez Caro - nówka sztuka, w dodatku ze złota.
Złote Caro. 1993. nad. A. Rutkowski.

A oto i Caro. W dodatku złote! Nie wiem, czy wiecie, ale taki sam pojazd jeszcze niedawno w swoim garażu trzymał Mariusz Błaszczak. TEN Mariusz Błaszczak, na którym idealnie leżą garnitury. Co dobitnie świadczy, że pozory mylą i nawet największy służbista gdzieś tam kryje w sobie sentymentalną duszę. To Caro ze zdjęcia wyżej swoi oczywiście przed kościołem Wniebowstąpienia, oczywiście z okazji Pierwszej Komunii. A w tle mamy bazę budowlaną która za dwa lata zacznie ustępować miejsca osiedlu przy Pasażu Ursynowskim. Z tego samego roku (1993) kolejny dumny automobilista.

Zygmunt Chajzer prawie cały na biało. Jak opisał nadsyłający zdjęcie Filip Chajzer: "dumny właściciel snobuje się na malacza chociaż tak naprawdę jest właścicielem poloneza przejściówki. Szolc Rogozińskiego 15." Polonez przejściówka... Marzenie!
Maluch superstar, 1993, nad. F. Chajzer.

Tak, tak. To Zygmunt Chajzer przed blokiem na Szolc-Rogozińskiego. Zdjęcie nadesłał jego syn Filip, dopisując: „dumny właściciel snobuje się na malacza, chociaż tak naprawdę jest właścicielem poloneza-przejściówki.” Czyli jednak! Przejściówka rządziła. Ile ja bym dziś dał za taką czerwoną przejścióweczkę… No ale wracamy do epoki rządów Waldemara Pawlaka. Oto kolejny cud, pierwszy nowoczesny (prawie) polski samochód po upadku socjalizmu.

Nastały wakacje, czas na wyjazd na Mazury. Gdy nowoczesne Cinquecento metalic ruszy, odsłoni szacowną Syrenę Bosto w kolorze rdzawym oraz skrzyżowanie Cynamonowej i Gandhi. Nadesłał Filip Chajzer.
Na wakacje tylko Cinquecento! 1994, nad. F. Chajzer.

To ten sam parking co wcześniej. I też zdjęcie z archiwum rodziny Chajzerów. Tym razem pozuje młodsze pokolenie, które tym prześlicznym Cinquecento zaraz ruszy w podróż na wakacje. Jak widać, to całkiem pakowny pojazd. Nawet trzy rowery się zmieściły. Zupełnie jak kiedyś.

Co my tu mamy? Dwóch maluchów-zuchów. Ten na rękach to Grzegorz Tkaczyk, który przysłał zdjęcie sprzed bloku na Dereniowej. Ten pomarańczowy to też niezły zuch - patrząc ile ma na głowie, czyli dachu.
W drogę, mały! 1986, nad. G. Tkaczyk.

Tu w maluchu zmieścił się wózek i jeszcze przecież sporo miejsca zostało. Dziś młodzież pewnie się zdziwi, ale takim autem czteroosobowa rodzina bez problemu podróżowała na wakacje. Ci z tyłu siedzieli rozdzieleni pakunkami, przedni bagażnik upychano na styk z klapą a reszta – na dach. I w drogę! Tylko otwórzcie pokrywę silnika, bo będzie się grzał.

Bajerancki Lexus na nieco mniej bajeranckim parkingu przy Jastrzębowskiego. W tle aż dwie budki telefoniczne TP SA. Fot. Andrzej Rutkowski.
Lexus, luksus i telefon. 2003, fot. A. Rutkowski.

Tu już mamy zdecydowanie nowe czasy i ślicznego, nowoczesnego Lexusa na parkingu osiedlowym przy Jastrzębowskiego. Zwróćmy uwagę na widoczne po prawej stronie dwie budki telefoniczne TP SA. A na koniec tej podróży nowymi samochodami – przestroga. Jedźcie ostrożnie, aby nie skończyć jak ta Nysa sfotografowana w 1994 roku w Dolinie Służewieckiej.

Trudno rozpoznać, ale to jest Nysa po wypadku w Dolinie Służewieckiej. Fot. Adam Myśliński.
Złożona Nysa. 1994, fot. A. Myśliński.

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?