Zbych

Bar w piwnicy domu Lachmana 6, słynący na całą okolicę lodami włoskimi, czyli bezsmakową masą mleczno-wodną wytryskującą z automatu do spiczastego rożka. Lody wydawały się jednak przepyszne - tak doskonałe, że mało kto zwracał uwagę na właściciela. A wielu świadków wspomina, że była to osoba dosyć "szorstka". Podobno później, w realnym kapitalizmie, który prawdziwymi lodami włoskimi zabił Zbycha, właściciel ów zmienił branżę na kwiaciarską a nowe aromaty zmieniły jego nastawienie do życia i klientów. A może to nieprawda, tylko wspomnienia tak pięknie pachną?
"Lody w Zbychu kupujesz,
Salmonellą się zatrujesz"
Taki pisany na maszynie dwuwiersz ktoś „życzliwy” rozwiesił w połowie lat 80. w okolicach ul. Bacewiczówny i ZWM. Do jego autorstwa przyznaje się pan Paweł Perzyna. - Był to dziecięcy wybryk - pisze. - Chodziło o już zapomniane utarczki z "szorstkim" właścicielem. Pierwsze egzemplarze napisałem zwykłym flamastrem, natomiast te późniejsze ktoś przepisał na maszynie. Nie wiem, kto to powielał w druku - wspomina pan Paweł. A może to czarny PR konkurencji? Mimo realnego socjalizmu w odległości stu metrów działały przecież aż dwa zakłady cukiernicze…
Mimo upływu lat Zbych w pamięci wiecznie żywy. Tak wspomina ów bar pan Dariusz:
"W zasadzie pamiętam dwa zdarzenia związane z "cukiernią" Zbych. Pierwsze to rok 1984, kiedy to brodaty właściciel Zbych wstawił do swojego lokalu automaty do gry (chyba nintendo). Można było zagrać w "Donkey Konga" czy "Mario Bros" - już nie pamiętam dokładnie. Za to pamiętam, jak z moim kolegą Patrykiem udaliśmy się do Zbycha celem pogrania na tychże masyznach. Jedna gra wymagała wrzucenia do automatu monety dwudziestozłotowej z Marcelim Nowotką. W Zbychu oprócz nas było jeszcze trzech obcych chłopaków ze starszego rocznika. Z namaszczeniem wrzuciliśmy 20 zł do automatu, wcisnęliśmy przycisk "start" i wtedy... automat się wyłączył! Zabrakło prądu. Odwróciłem się w stronę lady i zobaczyłem brodatego Zbycha jak z uśmiechem majstruje przy przedłużaczu!
Podeszliśmy do niego i poinformowaliśmy, że wrzuciliśmy 20 zł a tu nie ma prądu... Zbych z uśmiechem powiedział, żebyśmy zmiatali, bo się z nami rozprawi. I do dziś nie wiem czy kierowała Zbychem złość na tych gości, którzy byli w cukierni podczas naszej wizyty, być może "darli łacha" ze Zbycha?...
Nie byłbym jednak sprawiedliwy, gdybym nie przytoczył drugiej historii, w której Zbych jest pozytywnym bohaterem. Był rok 1986, rozpoczęcie sezonu sprzedaży bezsmakowej masy mlecznej, pierwszy dzień "odpalenia" automatu. Akurat zaprosiłem swoją kuzynkę, przed nami w kolejce dwie osoby. Zbych wystrzelił do wafelków dwie porcje, wręczył ludziom stojącym przed nami i powiedział: Pierwsze lody w sezonie - prezent od firmy. Byłem w szoku! Ale dziś podejrzewam, że czyścił maszynę..."

Autorzy: Michał Myśliński, Paweł Perzyna, 2007

Etykietowanie: