Zasiedlenie

Ursynów - wielkie plany, wielki rozmach, czasem jednak wielkie niespełnienie. Tak przynajmniej było na przełomie lat 70. i 80. Wiele budynków całymi latami stało niezamieszkanych, bo rozpoczynano kolejne inwestycje, nie kończąc innych. W prasie, radiu i telewizji powstawały nawet materiały interwencyjne w tej sprawie - kilka z nich odnaleźć można na stronach Encyklopedii (patrz: Akcja PSS). Zdarzały się jednak sytuacje tak absurdalne, jak w przypadku budynku przy ulicy Bacewiczówny 2. Ten zaledwie czteropiętrowy blok, wybudowany dla pracowników Uniwersytetu Warszawskiego, stał zupełnie pusty przez blisko dwa lata. Nie byłoby może w tym nic nadzwyczajnego - wiele budynków na Ursynowie czekało na lepsze czasy - gdyby nie fakt, że blok był niemal gotowy. Co więcej, przez dwa sezony był już ogrzewany, podczas gdy niedoszli mieszkańcy wciąż marzli czekając na klucze. Pech przyszłych lokatorów polegał bowiem na tym, że budynek powiązany był „w pakiecie” z dwoma innymi, których jakość i terminowość wykończenia budziła wątpliwości. A jeżeli plan zakładał oddanie trzech budynków, to oddać trzeba było wszystkie trzy na raz, decydentów nie interesowały małe sukcesy. Uniwersytet Warszawski płacił za eksploatację budynku, choć go nie odebrał, bo czekał na dwa pozostałe. Spółdzielnia Stokłosy nie kończyła inwestycji z powodu „obiektywnych trudności”, dostawała jednak pieniądze za eksploatację bloku, więc stratna nie była. Mieszkańcami nikt się nie przejmował. Paragraf 22. Jednak we wrześniu 1980 roku zniecierpliwieni mieszkańcy postanowili działać. Zorganizowano spotkanie przed blokiem, na które stawił się przedstawiciel spółdzielni Stokłosy dzierżąc w dłoni pęk kluczy, obecny był pilnujący porządku funkcjonariusz Milicji Obywatelskiej, a także ekipa Telewizyjnego Kuriera Warszawskiego dokumentująca całe zdarzenie. Pojawili się również przyszli mieszkańcy budynku. O dziwo, wszystko poszło gładko - przedstawiciel mieszkańców przeczytał uchwałę, w której ogłoszono, że ci nie zamierzają dłużej tolerować zaistniałej sytuacji i niniejszym przejmują budynek, milicjant był łaskaw nie zgłosić sprzeciwu, a przedstawiciel Spółdzielni Stokłosy wydał klucze. Całość trwała podobno 15 minut. Zarejestrowany na spotkaniu materiał wyemitował wieczorny Kurier. Dzięki temu wydarzeniu redaktor oglądający swój pokój w 1978 roku (patrz zdjęcie obok), już 16 grudnia 1980 roku wprowadził się do swojego nowego mieszkania.

Autor: Michał Myśliński, 2009

Etykietowanie: