Wojny podwórkowe

Dawno, dawno temu, gdy jeszcze nie było ani Playstation ani komputerów (to możliwe? Jak najbardziej!) dzieci spożytkowywały nadmiar energii nie przy wirtualnych strzelaninach ale na podwórku przy zabawach ruchowych. Wiadomo jednak, że klasy, guma, warszawiak a nawet kwadraty kiedyś się znudzą i człowieka nachodzą myśli o sportach ekstremalnych. Dziś jest paintball. A wczoraj były kije. Wojny podwórkowe polegały na tym, że dzieci i młodzież z jednej ulicy (lub kilku sąsiednich bloków) naparzała się z rówieśnikami z naprzeciwka. Koncertowa walczyła z Symfonii, Koński Jar z Nutkami - ale gdy konflikt się globalizował, czyli do akcji wkraczała młodzież z Puszczyka i Wiolinowej - następował lokalny rozejm między zantagonizowanymi sąsiadami i łączono siły aby dać odpór wrogom z ulic dalszych. Wojny nie toczyły się ciągle, przypominały raczej kibolskie „ustawki”, czyli wyznaczano daty i miejsca kolejnych bitew. A potem już było jak w średniowieczu. Ostrzał amunicją miotana (kamyki) i zwarcie na kije, tarcze z pokrywek od garów skradzionych z gastronomii zbiorowej oraz grube kable energetyczne. Siniaków było sporo, ale źródła milczą o poważniejszych ofiarach. We wspomnieniach Borisa zamieszczonych na Forum Ursynów w Gazecie.pl czytamy: „nie wiem, czy wspomnienia nie wyolbrzymiają skali, ale gdzieś w okolicach '83, latem kwartał ulic Sosnowskiego-Cybisa-Romera-Dunikowskiego opanowala wojna Polaków z Krzyżakami, w której uczestniczyło kilkadziesiąt uzbrojonych w miecze i tarcze dzieci. W przejściu podziemnym pod Romera była kwatera Krzyżaków, gdzie jeńcy byli traktowani pokrzywami, a raz to pogoniliśmy ich aż na kresy - tak, ze uciekali nieczynnym wtedy jeszcze wiaduktem pomiędzy Puąawską a Pileckiego.” Autor nie wspomina jednak, czy goniącymi byli Krzyżacy czy Polacy - co to zresztą za różnica, miesiąc później pokonani na pewno wzięli odwet.

Autor: Maciej Mazur, 2007

Etykietowanie: