Winda

Winda jaka jest widzi każdy, kto mieszka w bloku wyższym niż cztery piętra. Najpopularniejszy ursynowski typ windy to otwarta kabina z pojedynczymi drzwiami. W większości domów montowano po dwie windy na klatkę schodową. Jedna, mniejsza, osobowa - i druga, większa, do przewozu mebli. Ta większa na codzień była jednak nieco mniejsza - część ładunkową, z niewiadomych przyczyn, konstruktor oddzielił zamykanymi drzwiami. Klucz do zamka posiadał dozorca. Takie rozwiązanie mogło być podyktowane obawą przed przeciążaniem windy, ale również można tu zastosować "Teorię Anioła". Klucz w rękach gospodarza domu był przecież również kluczem do prywatności mieszkańców - otwierając windę, dozorca doskonale wiedział, kto się sprowadza, kto wyprowadza, kto kupił nowe meble i za co. W praktyce dzieciarnia często dobierała się do zamków i ukryta za przymkniętymi drzwiami okrzykami "uchuuu, uchuuu" straszyła pasażerów. Uzdolniona technicznie młodzież potrafiła również, dzięki manipulacji systemem kontroli zamknięcia drzwi, przejąć kontrolę nad ruchem windy, co pozwalało z zewnątrz zatrzymywać ją na chwilę między piętrami. Po takiej obfitującej w postoje przejażdżce pasażerowie zwykle wysiadali obficie zlani potem. Oryginalne windy firmy ZREMB wyposażone były w metalową kasetę z plastikowymi podświetlanymi przyciskami. Guziki wykazywały zadziwiającą tendencję do samozapłonu - bardziej prawdopodobna teoria mówi jednak o wpływie wyposażonej w zapalniczki młodzież, która z upodobaniem zmieniała kolor przycisków z żółtego na smolisty. Od początku XXI wieku oryginalne windy są modernizowane przez wymianę systemów sterujących i domontowywanie wewnętrznych drzwi. Z pewnością jest bezpieczniej, ale dreszczyku emocji już nie ma.

Autor: Maciej Mazur, 2007

Etykietowanie: