Uliczka (ciąg pieszo-jezdny)

Zagubiony wędrowcze, zmęczony taksówkarzu i ty, nowy mieszkańcu Ursynowa! Zanim przeklniecie na wieki tych, co wymyślili, aby żaden dom nie stał tu przy ulicy ale przy jakimś podwórkowym chodniku, zanim wyczerpani poszukiwaniem właściwego adresu nawymyślacie tubylcom, zanim odwrócicie się na pięcie i uciekniecie do centrum miasta, przystańcie, poczekajcie chwilę i posłuchajcie opowieści o ludziach, którzy chcieli z blokowiska zrobić ciche miasteczko.
Gdy większość osiedli Polski Ludowej budowano według prostej zasady zakładającej, że na regularną siatkę ulic nałożymy regularne pudła ściśniętych bloków, zaproponowanie czegoś całkowicie przeciwnego było bezczelną rewolucją. A tak właśnie miało się stać na Ursynowie, którego projektanci planowali „rehabilitację ulicy”, czyli zamiast szerokich arterii obsadzonych posępnymi bloczyskami pragnęli zbudować kameralne osiedla domów funkcjonalnych i przyjaznych mieszkańcom. Jak w najlepszych planach spółdzielczych z lat trzydziestych. Tak powstał nowy pomysł na ursynowską uliczkę, „ciąg pieszo-jezdny” ale z dominacją pieszych, bo wszystko, co potrzebne do życia - szkoła, sklep, usługi, kawiarnia, przystanek i stacja metra - wszystko miało być w zasięgu spaceru. Tak właśnie powstały te trudne do znalezienia i zidentyfikowania ulice biegnące między blokami. A właściwie żadne ulice, tylko pasaże płynnie łączące kolejne podwórka. I to właśnie przy nich wytyczono numerację domów.

Andrzej Szkop w czasopiśmie „Architektura” z 1975 roku pisze: Ulica ursynowska adaptuje pozytywne treści tradycyjnej ulicy, ale ukształtowana jest współczesnymi potrzebami i możliwościami. I ku niej właśnie, a nie ku ulicom-szosom, orientuje się cały układ funkcjonalny Ursynowa i komponowana jest zabudowa. Budynki przestają wtedy dominować nad przestrzenią, stają się jej integralną częścią - wraz z zielenią, terenem, ludźmi, powietrzem i kształtem tworzą jej kształt. Utwardzone nawierzchnie ulic formowane są na zasadzie porządkowania ruchu pieszych, zaś ich różnicowane będzie miało charakter funkcjonalny, czasem anegdotyczny przez wprowadzenie trwałych napisów informacyjnych, nazw ulic, dat budowy, wydzielania pasów prostopadłego przejazdu przez ulicę, obrysów placów małych gier, itd. Chcemy nadać ulicom nazwy wynikające anegdotycznych faktów, np. ulica Pod Pastorałami miałaby zamontowane kilka starych latarni, a nazwa plac Trzech Dębów pochodziłaby od posadzonych tam drzew.

Tyle o wizjach. W realiach kryzysu przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych o zróżnicowanych nawierzchniach nie było mowy - wszystko zalano asfaltem. O anegdotycznych nazwach również nie - od Trzech Dębów ważniejsza okazała się Służba Polsce i Związek Walki Młodych a Pod Pastorałami od początku kojarzyło się źle. Coś się jednak udało. Coś, co widać gdy dla kontrastu pojedzie się na tradycyjne socjalistyczne osiedle - Jelonki czy Stegny, gdzie rzędy takich samych budynków różnią się tylko tym, że jedne mają kondygnacji pięć a inne jedenaście i tym, że wiatr między nimi raz hula a raz gwiżdże. To coś, co odróżnia Ursynów, to właśnie kameralne uliczki, zróżnicowane elewacje, połamane bryły wielkopłytowców, słowem - ludzka skala. Wielka socjalistyczna rewolucja architektoniczna a rebours.
Tu kończymy naszą opowieść, bo resztę zrobił kapitalizm, w którym budynki zaczęły znowu powstawać wzdłuż właściwych ulic, z usługami w parterach, z knajpami, sklepami i placami zabaw w podwórkach. Normalnie, jak to od zawsze działo się w miejskiej skali. I do czego wciąż nie doszła cywilizacja białołęcka, gdzie po wszystko trzeba jechać samochodem, wymykając się z zagrodzonego wygonu zwanego strzeżonym osiedlem. Zanim więc, drogi wędrowcze, opuścisz nasze uliczki osiedlowe, obejrzyj je sobie dokładnie, bo jesteś właśnie we wciąż niedocenionym muzeum socjalistycznej awangardy.

Autor: Maciej Mazur, 2008

Projekty pochodzą z miesięcznika "Architektura" z 1975 roku. Materiały dostarczył Adam Kluczek.

Etykietowanie: