Szkoła

Projektanci ursynowskich szkół rozwinęli wizje na pięć z plusem, wykonawcy - za realizację zasłużyli na pałę i uwagę w dzienniczku. Ale pewnie i tak by się nią nie przejęli. Szkoda, bo gdyby zrealizowali wizje architektów - i to architektów życia, a nie budowli - mielibyśmy tu taki eksperyment edukacyjny, o jakim nie marzył nawet minister Giertych.
Głównym założeniem było otwarcie szkoły. Rankiem uczyła dzieci, a po południu zapewniała im opiekę i rozwój zainteresowań. Szkolne biblioteki, świetlice, pracownie techniczne, sale gimnastyczne, baseny a nawet stołówki otwierały się na osiedle. Plan był prosty. Rodzice po pracy po południu wpadają po dziecko, jedzą razem obiad w stołówce a potem mogą rozwijać swoje hobby ucząc się przez zabawę. Budynek szkolny (poza klasami) staje się ogólnodostępnym domem kultury. To dlatego w okolicach szkoły 309 na Koncertowej wybudowano (nigdy nie włączone) fontanny, dlatego biblioteki i stołówki mają (od zawsze zamknięte) bezpośrednie wyjścia na zewnątrz, podobnie jak szkolne forum - miejsce planowanej integracji międzypokoleniowej, taki lokalny ryneczek pod dachem. Zmiana funkcji szkoły łączyła się ze zmianą filozofii edukacji.

Na Ursynowie przewidziano podział edukacji podstawowej na elementarną i właściwą podstawową. Elementarna (klasy 1-3) miała się toczyć w kameralnych szkołach połączonych z przedszkolami, gdzie maluchy nie musiałyby się bać starszych dzieciaków i gładko przechodziły z dzieciństwa w wiek wczesno młodzieńczy. Ten plan prawie udało się zrealizować. Na Ursynowie Północnym projektanci narysowali siedem Szkół Elementarnych: Koncertowa 8 (jest), Koński Jar 5 (szkoły nie zbudowano, ale na pamiątkę pozostał wolny numer domu i do dziś piątki przy tej ulicy nie ma), Puszczyka 6 (jest), Dembowskiego 9 (jest), ZWM 10 (powstała w latach ’80), Wokalna 1 (również). Na Ursynowie Południowym także planowano siedem szkół elementarnych, zbudowano pięć. Nie powstała szkoła przy Miklaszewskiego 7 a ta przy Grzegorzewskiej 10 w końcu wyrosła jako placówka Przymierza Rodzin.
W czwartej klasie dziecko miało przechodzić do nieco większej podstawowej szkoły powszechnej. I tu dopiero zaczął się dramat. W północnej części Ursynowa zaplanowano cztery szkoły: przy Koncertowej 4 (powstała - choć nie od razu - jako nr 309), przy Dembowskiego 1 (nr 305); druga połowa została na papierze (Puszczyka 16, Stokłosy 5 - po latach zbudowano tu prywatną uczelnię). Ursynów Południowy potrzebował trzech dużych szkół, powstała tylko jedna - przy Hirszfelda. Na pustej działce pod bliźniaczą placówkę przy Grzegorzewskiej 12 po latach wyrosła Rezydencja Renoir a na zarezerwowanej pod trzecią szkołę działce na rogu Nowoursynowskiej i Nugat - osiedle Zielony Nugat.

Na absolwentów podstawówek czekać miała szkoła ponadpowszechna zaplanowana trochę na południe od kościoła pw. Wniebowstąpienia Pańskiego przy KEN. W szkole przewidziano kształcenie w profilu technicznym. Szkoła-moloch miała stać frontem do mieszkańca i służyć także jako zakład prostych napraw. Jej baseny, sale widowiskowe i zaplecze sportowe miały być ogólnodostępne. A licea? Dla humanistów miejsca tu nie było. Bo przecież humanista spełniał się w innej służbie - na niego czekała Szkoła Aktywu Federacji Socjalistycznych Związków Młodzieży Polskiej pięknie położona między Nowoursynowską (Kiedacza) a Skarpą. Obok planowano urządzić Międzyszkolny Ośrodek Sportowy. Ponadpodstawową edukację pochłonął jednak kryzys gospodarczy i wszystkie te szkoły zostały na papierze.
Skoro zbudowano tylko 50% planu edukacyjnego, ambicje wzięły w łeb. Zamiast wyszukanych bibliotek, centrów oświatowych i innych fanaberii, upchnięto dodatkowe klasy. Po południu szkoły - zamiast oferować edukację dodatkową - przyjmowały drugą zmianę dzieciarni. Miejsca i tak było za mało, więc połowę ursynowskich dzieci trzeba było wozić autobusami po okolicy (patrz: Szkolny). Oceniając rezultaty walki na froncie oświatowym, władze nieco skorygowały plany architektów społecznych i na Natolinie z ambitnego eksperymentu zrezygnowano. Zresztą o czym tu mówić - kiedy oddawano pierwsze budynki Natolina, nie było tam żadnej szkoły. Szkoły wybudowane według koncepcji „otwartych” nigdy też się nie otworzyły. Wręcz przeciwnie. Przewidziane fontanny i ogrody zasypano i ogrodzono, drzwi do bibliotek i stołówek zaryglowano a w końcu całe tereny szkolne opasały płoty. Wstęp wzbroniony. Dziś to może wydawać się i słuszne, ale w 1974 o dilerach naprawdę nikt nie słyszał, a o wizjach otwartego społeczeństwa przyszłości - owszem.

Autor: Maciej Mazur, 2008

Projekty pochodzą z miesięcznika "Architektura" z 1975 roku. Materiały dostarczył Adam Kluczek.

Etykietowanie: