Stan wojenny

Skoty, koksowniki i gaz łzawiący. Nie, mili Państwo, to nie tu. Chociaż Ursynów w 1981 roku był osiedlem w znacznej większości inteligenckim, a co za tym idzie, także opozycyjnym, nie mieliśmy tu mrożących krew w żyłach ucieczek Zbigniewa Bujaka przed milicją, nie mieliśmy starć z ZOMO, nie mieliśmy nawet transporterów opancerzonych. Co najwyżej może znalazł się gdzieś jakiś koksownik – jeżeli ktoś pamięta gdzie, niech dopisze komentarz pod tekstem. Zanim przejdziemy do samego stanu wojennego, jeszcze krótkie wspomnienie momentu jego wprowadzania. I nie będziemy chrzanić o Teleranku, co go nie było.
Ostatnią noc karnawału podczas Adwentu 1981 wspomina Rafał Włoczewski, operator kamery i muzyk, a wówczas mieszkaniec ulicy Sosnowskiego: „W sobotę zaproszony byłem na prywatkę na Służewiec – w okolice skrzyżowania Modzelewskiego i Alei Lotników. Balowaliśmy prawie do rana. Kiedy zabawa się skończyła, trzeba było jakoś wrócić do domu na Sosnowskiego. Wyszedłem w nadziei, że może uda się złapać taksówkę – czasem stały przy Puławskiej. Na ulicy nie było jednak nikogo. Kompletna cisza. Siarczysty mróz. Słychać tylko, jak pod butami skrzypi śnieg. Doszedłem do Puławskiej i pomyślałem, że skoro tak cicho i pusto, to się przejdę. Ruszyłem w kierunku wiaduktu na Findera (dziś: Pileckiego – przyp. red.). Nagle, gdzieś w okolicach bramy Wyścigów, usłyszałem potężny ryk. Od strony Piaseczna wzbijał się tuman śniegu. Ryk rósł. Tuman również. Przystanąłem pod murem. Patrzę i oczom nie wierzę. Od Piaseczna ulicą w stronę Mokotowa posuwa się kolumna wozów pancernych! Stałem jak wryty. Potężne SKOT-y przejechały obok, obsypując okolicę śniegiem i pozostawiając chmurę spalin. O co chodzi? Co to za ćwiczenia? Kiedy przejechali, nieco szybciej ruszyłem do domu. Do mieszkania wpadłem przed świtem, zziajany i mokry. Kiedy obudziłem się rano, w telewizji występował już generał”.


Skoro już jesteśmy przy telewizji. Włączamy pierwszy program TVP 20 grudnia o 19.30. Nadają oczywiście Dziennik Telewizyjny. Prowadzący kapitan Karol Nowakowski ma same dobre wiadomości. „Informacje płynące z różnych stron kraju świadczą o coraz bardziej normalnym rytmie pracy załóg większości zakładów.” Jasne. Cztery dni temu w Kopalni Wujek już zadbano o normalny rytm pracy. Ale wróćmy przed ekran. Zmienił się prezenter, ale redaktor Witold Stefanowicz też występuje w obowiązującym w tym sezonie oliwkowozielonym garniturze. A może to jednak uniform? – Ponad 20 tysięcy osób pracowało minionej nocy nad odśnieżaniem szlaków kolejowych i odmrażaniem zwrotnic – relacjonuje redaktor. – Prawie dobę spóźniają się pociągi nadjeżdżające z rejonu Czechosłowacji, gdzie utrzymuje się trudna sytuacja na szlakach kolejowych – mrozi widzów doniesieniami. A my tak narzekaliśmy na biednego ministra Grabarczyka! Dosyć jednak tych dygresji. – Wczoraj pokazywaliśmy zdjęcia z najgorzej odśnieżonego osiedla w Warszawie, z Ursynowa – zagaja szeregowy redaktor, a my podgłaśniamy telewizor. Oto na osiedle udaje się komisarz wojskowy, mjr Wojciech Czerski i na miejscu przeprowadzi rekonesans.
- Przyjechaliśmy dzisiaj, żeby zobaczyć, jak wygląda sprawa odśnieżania osiedla Ursynów – zagaja major do stojącego przed nim prezesa Spółdzielni Ursynów, Stanisława Olszewskiego. – Z tego, co zaobserwowaliśmy, jednak nie jest tak, jakby wszyscy sobie wyobrażali właściwe odśnieżanie. Dlaczego jest taki stan rzeczy? – pyta krótkimi, żołnierskimi słowami. - Rzeczywiście, nie wszędzie odśnieżyliśmy skutecznie – przyznaje prezes. – Ale na osiedlu Jary jest bardzo dobrze i to, co pokazywała telewizja nie jest zbyt ścisłe. Natomiast tu, gdzie jesteśmy, na osiedlu Imielin, jest najsłabiej odśnieżone i w tej chwili jeszcze wiele do roboty mają dozorcy – tłumaczy prezes, ale major nie da się zwieść. Celnie uderza, że mało widać pracujących dozorców. – Odwiedziłem jedną dozorczynię – próbuje tłumaczyć się prezes - która powiedziała „proszę pana, jestem zmęczona, ja mogę pracować dwie, trzy godziny i muszę wrócić do domu, odpocząć i później znowuż wyjdę…” – Ale to nie jest tłumaczenie! – przerywa major. – Ci ludzie biorą pieniądze, a wy tu jesteście odpowiedzialni, żeby był porządek – major się zniecierpliwił - . No i co? Czy kobiety z wózkami mogą przejść? Nie mogą! – wytyka, a akurat obok przez śnieg brnie kobieta z wózkiem. Co za zbieg okoliczności. – Kiedy będzie oczyszczone osiedle ze śniegu?! – Ja sądzę, że na przełomie tego i następnego dnia wszelkie ciągi piesze i jezdne będą oczyszczone. – Ale pan sądzi, czy będzie zrobione? – Od tego tu jestem, żeby dopilnować – deklaruje prezes i już myśli, że mu się upiekło, ale nie. – A ile osób z zarządu spółdzielni odpowiedzialnych za to jest w terenie? – pyta komisarz. – W tej chwili wszyscy, o godzinie ósmej rano wszystkich wysłałem w teren do nadzorowania prac i udziału przy odśnieżaniu – zapewnia prezes.


Ale to jeszcze nie koniec zimowego grillowania, bo oto włącza się do rozmowy niepodpisany z nazwiska „przedstawiciel urzędu dzielnicowego”. - Dlaczego w sobotę nie było żadnego z przedstawicieli spółdzielni, którzy biorą pieniążki za nadzór akcji „Zima” na terenie Ursynowa? Sprawdziłem pięć administracji osiedla, nie było nikogo odpowiedzialnego za odśnieżanie. – Byli wyznaczeni dyżurni… - broni się prezes, ale nic z tego. – Tylko hydraulicy, a nie osoby kompetentne! – Eee…- prezes traci rezon, a przedstawiciel dociska. – Poza tym, jeżeli pan pozwoli, to przed biurem do pana ciąg pieszy był wydeptany a nie odśnieżony!
Albo prezes nie znalazł argumentów, albo ekipa Dziennika już go nie słuchała, bo oto akcja przenosi się kawałek dalej, pod wykop z krzywą barierką. Prezes idzie jak skazaniec.
- Kto za to jest odpowiedzialny?! – wskazuje wykop major. – Za niezabezpieczenie wykopu. Konkretnie, imiennie! – żarty zdecydowanie się skończyły. – Ja wyciągnę osobiście konsekwencje! – Kierownik robót przedsiębiorstwa telekomunikacyjnego – schodzi z linii strzału prezes. Koniec? A gdzie tam! Teraz prezesa zastrzeli dzielnicowy MO. – Nie wiem, czy pan wie, ale wczoraj przy budynku Pięciolinii 10 straż pożarna nie mogła dojechać i strażacy nieśli drabinę 40 metrów na piechotę, ponieważ nie było podjazdu – relacjonuje milicjant. Tego już za wiele. – Kiedy dowiem się o ostatecznym terminie – pyta na koniec major-komisarz. – Do końca jutrzejszego dnia – zapewnia prezes. Jeszcze tylko musi zapewnić, że źle pracującym dozorcom pojedzie po premii, a wyjątkowych bumelantów zwolni i już sam jest wolny. No, prawie. Jeszcze „przedstawiciel urzędu dzielnicowego” na odchodne pogrozi pociągnięciem członków administracji na kolegium za zaniedbania. Koniec? Koniec. Czas na morał, wracamy do studia Dziennika i redaktora w zielonym mundurze.
- Wobec tych, którzy nie przestrzegają zasad dyscypliny społecznej, opieszale wykonują podstawowe obowiązki, sankcje karne będą szczególnie zaostrzone – podsumowuje zmilitaryzowany redaktor Stefanowicz. Ech. A to dopiero minął jeden tydzień od przemówienia generała… Jeszcze osiemdziesiąt kilka i już po stanie wojennym.

Autor: Maciej Mazur, 2011
Wszystkie zdjęcia z relacji TVP w Galerii 1981.

Etykietowanie:

Dozorcy

Taaaa... Dozorcy...
Dozorcy na Ursynowie zasługują na oddzielne hasło w Encyklopedii. Wielu było oddanych swojej pracy, ale chyba większość podchodziła do niej tak jak powiedział prezes: "muszę wrócić do domu odpocząć". Praca przy odśnieżaniu jest wyjątkowo ciężka, więc nie dyskutuję, ale przez lata trawniki, czy żywopłoty na Ursynowie wołały o pomstę do nieba...