SGGW

Akademia Rolnicza, Szkoła Główna Gwiezdnych Wojen, Gnojna Sorbona – jakkolwiek nazywana, Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego jest stałym elementem ursynowskiego krajobrazu. Nic dziwnego. Gdy wielkie koncepcje wielkiego Ursynowa dopiero powstawały, ona już tu była i wraz z dowożącym studentów autobusem 104 niosła cywilizację na znacjonalizowane pola Branickich. Zanim więc ktoś zacznie szydzić z Gnojnej Sorbony, niech się po dwakroć zastanowi i pamięta o rustykalnych korzeniach Ursynowa! A jak nic o nich nie wie, to niech poczyta Niemcewicza. Właśnie. Niemcewicz. Tu zaczyna się nasza dzielnicowa historia i tu też zaczyna się historia SGGW. Kiedy Julian Ursyn, po amerykańskich wojażach wraca wreszcie do Polski i bez reszty oddaje się tworzeniu ursynowskiej arkadii, na drugim końcu stolicy, na Marymoncie, w 1816 roku powstaje Instytut Agronomiczny – i jak Niemcewicz jest ojcem sukcesu Ursynowa, tak też Instytut dał początek wielkiej idei, która w 1918 roku przyniosła Królewsko – Polską Szkołę Główną Gospodarstwa Wiejskiego. Brzmi znajomo, prawda? No właśnie. Po odzyskaniu niepodległości „królewsko – polski” przedrostek ucięto i tak oto narodziła się pierwsza w wolnej Polsce uczelnia rolnicza.

Początkowo funkcjonowały tylko dwa wydziały, Rolniczy i Leśny. W 1921r. dołączył do nich Ogrodniczy. Reszta powstała po 1951 roku. Warto tu może wspomnieć, że po II wojnie światowej SGGW jako pierwsza inaugurowała rok akademicki – już 15 maja 1945 (na pamiątkę tego wydarzenia co roku organizowany jest wielki piknik pod nazwą „Dni SGGW”). Obecny kampus SGGW leży wzdłuż ulicy Nowoursynowskiej, która dzieli go na dwie części. Ta bliżej krawędzi Skarpy Wiślanej nazywana jest „starym kampusem” lub „starym Ursynowem”. Przechodząc bramą główną wejdziemy w aleję prowadzącą do Pałacu Krasińskich (tak, tu znowu historia szkoły przeplata się z historią Niemcewicza, do którego ów pałac należał). Dziś jest tu rektorat. Pałacyk pojawiał się w produkcjach filmowych, np. w Teatrze Telewizji, a także w offowym filmie ZF Skurcz „Bułgarski Pościkk”.

Po tej dygresji chwila przerwy na kontemplację urody okolicznych budowli. Choć wyglądają na stare, powstały w połowie XX wieku i wbrew doktrynom socrealizmu jakoś się ożeniły z arystokratycznym sąsiadem. Uwagę zwraca zwłaszcza Aula Kryształowa, w której odbywają się wszystkie najważniejsze uroczystości (i znajduje się przesympatyczny bufet). Aula na przestrzeni dziejów zmieniła niestety swój wygląd, zniknęły wielkie okna, pojawiły się niekoniecznie ładne murki z roślinami. Idąc ścieżką od Auli w stronę Skarpy, miniemy polanę z fantastycznym platanem i dojdziemy do blaszaka zwanego również „Tesco”, czyli budynku Samodzielnego Zakładu Sztuki Krajobrazu. Wiosną warto zwrócić uwagę na otaczającą go przestrzeń, ponieważ jest to artystyczny poligon doświadczalny: studenci testują tu w ramach zajęć instalacje, performance i inne cuda. Jeśli przejdziemy teraz furtką obok blaszaka, mamy do wyboru trzy drogi: w lewo, w dół skarpy; w prawo do ul. Nowoursynowskiej; prosto – mijając domki emerytowanych pracowników, do byliniarni (to takie miejsce, gdzie w małych kwaterkach hodowane są byliny, oczywiście w celach edukacyjnych).
Stary kampus jest jedynym miejscem na Ursynowie, gdzie spotkać można tak wiele egzotycznych gatunków drzew i krzewów. To spuścizna po urzędujących tu niegdyś dendrologach. Jeśli w czasie spaceru zboczymy z alejek i zapuścimy się w dzikie zakątki, znajdziemy takie okazy jak kłęk kanadyjski, judaszowiec południowy, oczar wirginijski czy pięknie przebarwiający się jesienią ambrowiec. Spacerowicza uważnie patrzącego pod nogi mogą zaskoczyć niewielkie, kwadratowe placyki rozsiane na terenie parku. Zbudowane z klinkieru, betonowych płyt i elementów, a czasem nawet z rur. Są to pozostałości prac zaliczeniowych, na których w zamierzchłych czasach studenci uczyli się projektować nawierzchnie i małą architekturę.

Po drugiej stronie Nowoursynowskiej zaczyna się uczelniana nowoczesność. Przez wiele lat stało tu ledwie kilka niskich budynków, w tym szereg akademików przyciętych pod gust przełomu Gomułki i Gierka. W małym blaszanym pawilonie funkcjonował zakład produkcyjny i maleńka cukiernia Bliklego, szczególnie oblężona w Tłusty Czwartek. Wielkie, puste przestrzenie, hulający wiatr, łany zbóż i szklarnie. Tak w skrócie przedstawiała się ta część kampusu. Nadszedł jednak przełom wieków, a z nim wielkie zmiany. Powstał kompleks nowych budynków, do których stopniowo przeniosły się wszystkie rozsiane na terenie Warszawy wydziały. Wybudowano nowoczesny akademik „Limba”, a na jego dachu umieszczono imponujący neon z nazwą szkoły. Od tego momentu powrót do domu wszelkich zbłąkanych nocą wędrowców miał stać się łatwiejszy. Powstały nowe parkingi, w tym jeden podziemny. I tylko Blikle zniknął. Widać nie mogło obyć się bez ofiar.
Kampus tętni życiem. Podczas gdy w całym kraju nadejście wiosny zwiastują bociany, na SGGW robi to aromat pierwszego grilla i nieśmiałe grupki biesiadników na trawie. Po rosnących tu dawniej zbożach nie ma już śladu, są za to „klomby księżnej Czartoryskiej”, zaprojektowane wedle wytycznych szacownej znawczyni ogrodów. Być może już za kilka lat, kiedy drzewa i krzewy się rozwiną, trawniki podrosną, a panowie budowlańcy przestaną dłubać przy systemie nawadniania, ursynowianie będą cieszyć się pięknym parkiem. Warto, by wspomnieli wtedy dzisiejsze roczniki studentów Wydziału Ogrodnictwa i Architektury Krajobrazu, które sadziły tutejsze lipy, siały trawę i z poświęceniem pieliły klomby. Wszystko to okupione bólem pleców i trzydniowymi zakwasami!

A teraz – proszę wycieczki – pytanie: jak zmieścić Beskid Śląski, Puszczę Sandomierską Nizinę Ciechocińską i Żuławy na powierzchni 1,5 hektara? Wystarczy zbudować Centrum Wodne! To właśnie ta dziwna budowla na rogu Nowoursynowskiej i Ciszewskiego. Zmieściła się tu cała rzeka, od źródła po ujście, z roślinnością i budowlami hydrotechnicznymi. Koniec żmudnych wypraw, teoretycznych dysput, teraz wreszcie dowiemy się jak to naprawdę jest z tym obiegiem wody w środowisku. Mimo atrakcyjnego wyglądu centrum ma służyć celom naukowym, więc jest na co dzień zamknięte dla mieszkańców Ursynowa.
Warto wspomnieć o lokalach gastronomicznych znajdujących się na terenie kampusu. Praktycznie każdy budynek posiada co najmniej jeden takowy. Zaczynając od bufetów (różniących się menu, a przede wszystkim jakością zapiekanek), przez dobre (bo tanie) stołówki studenckie po kluby. Od najdawniejszych czasów działa w akademiku Grand klub studencki „Na przyzbie”. Dzięki niemu przez lata studenci mieli okazję rozwijać zdolności intelektualne w akademickich dysputach („Kasztelan czy Palone?”) oraz sportowe (piłkarzyki). W Grandzie znajduje się też klub o przewrotnej nazwie Underground. Młodszy (bo i budynek nowy), a co za tym idzie – o innym charakterze, jest klub znajdujący się w akademiku Limba – Dziekanat (jeszcze niedawno działający pod nazwą Rezerv’at).

Na koniec krótko o tym, co mieszkańcy dzielnicy mogą znaleźć na SGGW:
Obiekty sportowe – basen, siłownia, sauna, korty, słowem – wszystko dla ciała, z możliwością szlifowania swoich umiejętności.
Porady dietetyczne – na Wydziale Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji.
Klinika małych zwierząt – w budynku Wydziału Weterynarii. Przyjmie każdego pupila w potrzebie. (na marginesie – podobno tutejszy bufet znajduje się tuż obok prosektorium; tylko dla konsumentów o mocnych nerwach i słabym powonieniu!)
Klinika Koni – na Wolicy. Dla nieco większych, marchewkożernych pupili. Można ją zwiedzać m. in. w czasie Dni SGGW.
Szklarnie – na Wydziale Ogrodnictwa i Architektury Krajobrazu. Tutaj można kupić dobre i tanie rośliny doniczkowe i balkonowe, czasami też świeże warzywa.
Stacja kontroli pojazdów – przy Wydziale Inżynierii Produkcji, róg Ciszewskiego i Nowoursynowskiej.
Imprezy:
Dni SGGW – wielkie święto uczelni. Wszystkie wydziały przygotowują niezliczone atrakcje! Pokazy jazdy konnej, wystawy zwierząt i roślin, tańce, hulanki, konkursy – słowem – szaleństwo.
Ursynalia – czyli ursynowskie juwenalia. Trzy dni muzyki i studenckiej zabawy, zanim na dobre rozpocznie się sesja!

Autorka: Marta Studzińska, 2010

Etykietowanie:

Świetny tekst...

....z humorem jak zawsze na ursynów.org.pl napisany a ja od 12 lat Uresynowianin dowiedziałem się wielu nowych rzeczy o SGGW:-)

pzdr
wko