Rzeźby

Ursynów, jako sztandarowe osiedle epoki Gierka, zasługiwał na coś więcej niż tylko kamienne formy uliczne w postaci skał opatrzonych niewielką tabliczką w kolorze czerwonym z napisem „Pomnik przyrody prawem chroniony - głaz narzutowy”. Wszak Ursynów miał mieszkańców wychowywać, a zimny głaz w tej roli niespecjalnie się spełnia. W 1977 roku zorganizowano więc plener rzeźbiarski pod opieką Związku Polskich Artystów Plastyków. Komisarzem został Ryszard Stryjecki, autor kilku stojących do dziś ulicznych rzeźb. Na przekór trudnościom materiałowym, organizacyjnym i technicznym, w morzu błota przy budowanym wiadukcie na Surowieckiego, stanęły warsztaty. Artyści ruszyli do pracy. Inspirowani regularnością form blokowych i nieregularnością hałd ziemi, teraźniejszością wielkomiejską i przeszłością nieco wiejską, wykuli większość prac rozsianych dziś po Ursynowie Północnym. Prace tu powstające w zasadzie wpisały się w dwa nurty sztuki: nowoczesny (rzeźby plenerowe) i realistyczny (płaskorzeźby). Nieco abstrakcyjny kształt części z nich to także efekt zalecenia, aby były wandaloodporne – im mniej z takiej rzeźby wystaje, tym mniej można urwać.
Tylko dwie z nich nie pasują do powyższego schematu. Pierwsza, to rzeźba pary zakochanych, gdzie młody mężczyzna wyznaje swoje uczucia wybrance przy akompaniamencie mandoliny (ogródek przy ul. Puszczyka 10). Za drugi taki wyłom uznać należy pracę nazywaną „chłopcem” lub „jeźdźcem na koniu”, wykonaną z betonu, ustawioną w pobliżu Kopy Cwila i ulicy Koński Jar. Nawiasem mówiąc, sama nazwa ulicy Koński Jar jest też zagadkowa. Jako jedyna w okolicy nie nawiązuje do tematów muzycznych: Nutki, Koncertowa, Wiolinowa, Symfonii. Legenda głosi, że było tam pastwisko dla koni - stąd też właśnie „Koński” Jar. Wróćmy jednak do rzeźb – prawdopodobnie dzieł było 13 (3 płaskorzeźby, 9 rzeźb plenerowych, 1 konstrukcja metalowa). Może to właśnie ta feralna liczba jest przyczyną ich niewesołego losu. Co jeszcze ciekawe, stoją one tylko na Ursynowie Północnym, w najstarszej części dzielnicy. Dalej na południe sztuka ustąpiła kryzysowi gospodarczemu.

Łącznie wykonano piętnaście rzeźb, z czego dwanaście pochodzi z pleneru opodal wiaduktu na Surowieckiego. Proponujemy krótki spacer szlakiem ursynowskich rzeźb. Jesienią i zimą łatwo je namierzyć, w lecie spacer przypominać będzie raczej podchody, gdyż dzieła sztuki giną wtedy w gąszczu liści. Na mapce poniżej - trasa spaceru po najstarszej części Ursynowa z zaznaczonymi miejscami, gdzie znajdowały lub znajdują się rzeźby.

Dwie z rzeźb „zagrały” w dziewięciominutowym filmie z 1980 r. Józefa Gębskiego „Skupisko”. Pierwsza to wożona dźwigiem wapienna rzeźba „Herkules walczący z Anteuszem” autorstwa Jerzego Marka Moszyńskiego, która ostatecznie stanęła przy ul. Koncertowej 11. Historii Herkulesa przedstawiać nie trzeba - znają ją wszyscy - natomiast Anteusz (gr. Antaios) był gigantem libijskim, synem Posejdona i Gai, niezwyciężonym wojownikiem, czerpiącym swą siłę z matki-Ziemi. Herkules podniósł go do góry i pokonał (najsłynniejszym przedstawieniem ich walki jest rzeźba Pollaiuola – na zdjęciu poniżej). Drugą z bohaterek była konstrukcja metalowa, podobna do rzeźb z Biennale Rzeźby w Metalu z 1968r. (8 z tych rzeźb stoi obecnie między jezdniami ul. Kasprzaka na warszawskiej Woli). Ursynowska praca stała przy ul. Wiolinowej 3, dziś pozostał po niej tylko cokół. Zniknęła w tajemniczych okolicznościach w latach osiemdziesiątych – jedna z legend głosi, że wiatr grający na jej fakturze skutecznie grał też na nerwach okolicznym mieszkańcom.

Nieopodal „Herkulesa”, po drugiej stronie Alei KEN, w podwórku przed blokiem Koński Jar 1, mamy dzieło w formie kamiennego ptaszka - przypomina on gliniane gwizdki napełniane wodą, które wydają dźwięki podobne do ptasich treli. To „Gołąb” Stefana Wierzbickiego, uczestnika pleneru rzeźbiarskiego z 1977 roku. Przejdźmy kawałek dalej. Kolejna abstrakcyjna rzeźba, podobne do „Herkulesa”, znajduje się na skwerku pomiędzy blokami przy ulicy Nutki. To „Rodzina” Ryszarda Stryjeckiego. Tego samego autora są także równie abstrakcyjni „Zakochani” na Pięciolinii.

Pod wiaduktem ulicy Surowieckiego przechodzimy na Wiolinową. Pierwotnie na fasadach pawilonu przy ul. Wiolinowej 15 umieszczono dwie płaskorzeźby Edmunda Majkowskiego. Obecnie jest to filia banku PKO BP, początkowo budynek miał być pralnią samoobsługową. To jedna z idei, którą Marek Budzyński – główny projektant osiedla - przywiózł ze sobą z Danii. Tam podpatrzył, jak ważną rolę w integracji ludzi na nowych osiedlach odgrywają pralnie zbudowane obok kawiarni czy restauracji. A gdy dodać jeszcze do tego element kultury i sztuki, sukces wychowawczy murowany. Tu postawiono na wychowanie w stylu partyzanckim. Od frontu powieszono płaskorzeźbę „My ze spalonych wsi”, a od tyłu – w miejscu wychodzącym na niegdysiejszy plac zabaw zawisł „Honor i Ojczyzna”. Dziś – cały zabazgrany sprejem – ledwo widoczny jest za ogrodzeniem prowizorycznego parkingu.

Z osobą Marka Budzyńskiego szefa zespołu projektowego, który powrócił do Polski zafascynowany formami „skandynawskiego socjalizmu” w architekturze, wiąże się historia innej rzeźby – „Pawia”, usytuowanego na skwerze przy ul. Wiolinowej 5. Dziwna forma z dziurką to artystyczna wizja pawia z dumnie rozpostartym ogonem. Ursynowski ptak zainspirował architekta do zaprojektowania orła, który zdobi gmach Sądu Najwyższego przy pl. Krasińskich, też autorstwa jego pracowni. „Paw” z Wiolinowej to dzieło Stefana Wierzbickiego – co ciekawe, podobna rzeźba tego autora, choć dużo mniejsza, stoi w berlińskim Treptower Park.

Z Wiolinowej przechodzimy na Puszczyka, pod szkołę podstawową. Stoi tam kolejna z rzeźb, „Lwy – ojciec i syn” wykonana z wapienia przez Marka Jerzego Moszyńskiego. W czerwcu 2010 r. władze szkoły rozpisały konkurs na imię dla Lwa. Planują też przejęcie go od Spółdzielni Jary.
Idąc dalej na południe podwórkami przy Puszczyka, mijamy wspomnianą parę z mandoliną, czyli nieco uszkodzoną „Rodzinę muzykującą” Niny Mireckiej (Puszczyka 10) oraz abstrakcyjną pracę kamienną „Zakochani” (Pięciolinii 5), przechodzimy przez ulicę Romera i przy Dunikowskiego (nomen omen – jednego z najwybitniejszych polskich rzeźbiarzy), pod numerem 12, czeka na nas ostatnia z rzeźb. Wielki, ledwie ociosany głaz – obelisk. Sprowadził go tu artysta Ryszard Stryjecki. Zamierzał nadać mu formę rzeźbiarską, ale – z niewiadomych przyczyn – pomysł zarzucił. Głaz stoi do dziś. Tu kończymy nasz spacer.


Autorzy rzeźb:
Edmund Majkowski: „My ze spalonych wsi” (płaskorzeźba, Wiolinowa 15), „Honor i Ojczyzna” (płaskorzeźba, Wiolinowa 15), „Grajkowie” (1980, wypukłorzeźba Koński Jar 6).
Ryszard Stryjecki: „Zakochani” (wapień, Pięciolinii 5), „Rodzina” (wapień, Nutki) oraz obelisk na Dembowskiego.
Nina Mirecka: „Rodzina muzykująca” (ceramika, Puszczyka 10)
Marek Jerzy Moszyński: „Herkules walczący z Anteuszem” (wapień, Koncertowa 11) oraz „Lwy” (wapień, Puszczyka 6).
Stanisław Sieklucki stworzył nieistniejącą instalację „Abstrakcja geometryczna” przy Wiolinowej.
Władysław Trojan: „Jeździec na koniu” (żelbet, Nutki/Kopa Cwila)
Stefan Wierzbicki: „Gołąb” (wapień, Koński Jar 1), „Paw” (wapień, Wiolinowa 5).
Przed Domem Rodzinnym na Końskim Jarze 6 stała również rzeźba „Dzieci ze skakankami” autorstwa nieustalonych „dwóch młodych rzeźbiarek” z ASP. Stworzona podczas pleneru w 1977, systematycznie niszczona, nie dotrwała do naszych czasów.
Powyższy opis powstał dzięki pracy Bartłomieja Kokoszki, Krzysztofa Kozłowskiego oraz Magdaleny Wnuk. Komplet dostępnych informacji przekazał Wydział Kultury Dzielnicy Ursynów.
Autor zdjęć: Bartosz Dominiak.

Etykietowanie:

Paw

Widok tej rzeźby przywołuje miłe wspomnienia. Gdy się sprowadziłam na Ursynów a był to rok 1992 syn miał niecałe dwa latka. Szliśmy sobie na spacer a on nagle woła ujrzawszy rzeźbę po lewej "Mama, jobać jaka wielka jeba!"

PS. jeśli mam być szczera to rzeźba ta nie przypomina mi ani przeciętego jaja ani też pawia - dla mnie to był jest i będzie po prostu ODBYT :-D