Restauracje

Patrząc dziś na Ursynów pewnie trudno uwierzyć, że na tak wielkim osiedlu mogło nie być ani jednej knajpy. Otóż – nie było. Pierwszą restaurację otwarto dopiero w sierpniu 1982 roku, a więc trzeba było na nią czekać ponad pięć lat. Nosiła nazwę – jakżeby inaczej – „Ursynowska” i mieściła się w blaszanym pawilonie przy Wiolinowej 17. Sam pawilon też stawiano latami, co może tłumaczyć oczekiwanie na restaurację długie jak czekanie na kelnera w lokalu V kategorii. Zaprojektowano go zresztą właśnie pod gastronomię. Otoczony gustownym betonowo-asfaltowym tarasem z wyjściami na zewnątrz, a od frontu z widokiem na skwerek z fontanną. Dziś ma ledwie kilka okien, wówczas dookoła był przeszklony. Modernizm! Lokal dostał kategorię drugą, czyli całkiem wysoką. Wkrótce po otwarciu wybiera się do niego red. Dziekańska z tygodnika „Stolica”:
„Urządzona jest skromnie i zachęcająco. 0bsługa sprawna i przyjemna. Zabrakło mi tam jednak jakiegoś elementu ożywiającego, w formie chociażby bodźca kolorystycznego. Białe obrusy na pewno sprawiają wrażenie ogólnej czystości, ale są monotonne i niepraktyczne. Wystarczyłoby położyć na nie mniejsze kolorowe serwety, np.: pomarańczowe - tak, aby widoczne były obydwa kolory. Zieleń tak miła dla oka także powinna tam znaleźć dla siebie miejsce. Dania są smaczne i urozmaicone. Jak przystało na restaurację kat. II ceny są przystępne. Najdroższa w jadłospisie była kaczka pieczona - 171 zł. Można tu także organizować przyjęcia okolicznościowe. Na sierpień zamówiono już trzy wesela. Kierowniczka Barbara Szczygieł poinformowała mnie, że jest to restauracja osiedlowa na 150 miejsc. Osiedle Jary liczy jednak ok. 24 tys. mieszkańców, nie mówiąc już o całym Ursynowie.
Wydawać by się mogło, że proporcja nie jest właściwa. Okazuje się jednak, że restauracja wcale nie cieszy się tak dużym zainteresowaniem, jak oczekiwano. Być może jest to spowodowane początkowym okresem rozruchu, a może po prostu odmiennym przekrojem społecznym mieszkańców. Ursynów w większości zamieszkany jest przez młode małżeństwa z dziećmi. Trudno więc oczekiwać, aby kobieta niepracująca i wychowująca dzieci szła z mężem do restauracji, kiedy ma wystarczająco dużo czasu, aby przygotować coś w domu. (…) Pozostawiając na boku wszystkie plusy i minusy zachęcam wszystkich mieszkańców Ursynowa do odwiedzenia swojej pierwszej restauracji. Potrawy, które miałam okazję tam skosztować były niezwykle smacznie przyrządzone a obsługa szybka i przyjemna. Mam nadzieję, że jak odwiedzę „Ursynowską” za rok, będzie tam tak samo, a może i lepiej.”
Kolejnej recenzji za rok nie było, ale można domniemywać, że państwowy interes gastronomiczny jakoś się nie rozkręcił. Pierwszy plan Ursynowa wydany w 1986 roku w rubryce „restauracje” wymienia dwa lokale: „Ursynowską” przy Wiolinowej 17 i „Jadłodajnię Stokłosy” Pasaż Imieliński 11. Trzy lata później istniała już tylko ta druga, czyli los pionierskiego przybytku przypieczętował upadek socjalizmu. Szkoda. Najstarsi Ursynowianie wspominają, że w restauracji wieczorami odbywał się striptiz! Funkcjonująca po drugiej stronie wykopu metra „Jadłodajnia Stokłosy” była zdecydowanie bardziej grzeczna. Zapewne zbyt grzeczna, bo grzecznie ustąpiła miejsca kolejnym sklepom spożywczym – ostatnio Top Marketowi. W miejscu po „Ursynowskiej” początkowo pojawił się sklep wielobranżowy, a później na długie lata (dłuższe niż pierwotna lokatorka) miejsce przejął „Komfort” z wykładzinami i tapetami. Ale i dziś wścibskie oko na zapleczu sklepu dostrzeże masywne drzwi dawnych spiżarni, okienka do kuchni i podobne resztki urządzenia „Ursynowskiej”.
Nadejście kapitalizmu otworzyło przed gastronomią ursynowską nową perspektywę, którą oświetliła pizzeria-restauracja Quattro (Dembowskiego 8), chyba najdłużej nieprzerwanie istniejący lokal w dzielnicy (nie licząc oczywiście „Barku na Wyżynach”). A potem już poszło. Pierwsza Pizza Hut Romera róg Janowskiego, KFC na Dereniowej, Wietnamczyk przy Megasamie i Starlight Cafe – pierwszy lokal z aspiracjami klubowymi. Dziś wszystkich barów i restauracji trudno zliczyć, co chwila ktoś otwiera nowy interes. Czyli jednak pani recenzentka ze „Stolicy” miała rację. Wystarczyło zlikwidować monotonne białe obrusy, wprowadzić do menu coś poza kaczką i poczekać, aż Ursynowianie zmienią przyzwyczajenia. Panie starszy, rachunek proszę. Wychodzimy.

Autor: Maciej Mazur, 2012

Etykietowanie:

Pierwsza Pizza Hut na Ursynowie

Pierwsza Pizza Hut na Ursynowie była na rogu Romera i Barwnej, a dokładniej w budynku Janowskiego 15. Nie na skrzyżowaniu Romera z Jastrzębowskiego, jak napisano w artykule.
Jeszcze była przyczepa "Niewiadów" przy Megasamie, gdzie sprzedawano zapiekanki :)

Aj, no oczywiście!

Fakt, za szybko pisałem. Chodziło oczywiście o Janowskiego (vel Barwną) a nie Jastrzębowskiego, z którą Romera się nie krzyżuje. Dzięki za czujność, błąd poprawiony.