Reklama

Puk, puk, puk, zapraszamy do reklamy! Zanim jeszcze w telewizji pojawiły się pierwsze reklamy Prusakolepu, zanim na ulicach zawisły pierwsze pokraczne bilbordy, na Ursynowie już pojawiły się widome znaki nadchodzącej Ery Marketingu. Nie chodzi wcale o proste drogowskazy typu „Szewc. Czynne od 11 do 19. Zapraszamy”. Nie. Tu idzie o reklamę wielkiego formatu. Nawet w PRL – choć wówczas zawsze popyt przekraczał podaż – istniały szczątki sztuki marketingowej w postaci neonów – jak choćby napisu „Megasam – Ursynów”, który od dawna wygaszony dożywa swoich dni na sklepie Mokpolu; jednak dopiero schyłek socjalizmu i rozkwit prywatnej inicjatywy przyniósł prawdziwy przełom. Pierwszą jego oznaką stał się wyklejony ze styropianu napis FOTO na ścianie szczytowej bloku przy Koncertowej 3/5, który reklamował pracownię Foto Metro. Ten zakład – co warto zauważyć - zapisał się złotymi zgłoskami w historii ursynowskiej reklamy. To on postawił na przyciągające uwagę sygnalizatory uliczne, które migotaniem zwabiały klientów. To on pierwszy wprowadził reklamę trwałą wielkoformatową – załatwiając w 1987 roku namalowanie swojego logo wielkości siedmiu pięter na nowo tynkowanej elewacji wzmiankowanego bloku przy Koncertowej. Logo widoczne jest do dziś. I chociaż zakład już dawno zmienił siedzibę, powinno zostać otoczone ochroną jaką pamiątka po prekursorach reklamy.
Wraz z rozwojem kapitalizmu reklama coraz głębiej wdzierała się w przestrzeń publiczną. Na elewacjach domów zawisły setki bilbordów, w większości wieszanych w imię zasady „szanowni państwo reklamiarze, kto da więcej?”. Wzdłuż ulic też rozpoczęła się wolna amerykanka – gdzie tylko pozostawał fragment wolnego miejsca, już wyrastała na nim żelazna noga na betonowej podmurówce ukoronowana reklamą. Miasto niby tam walczyło, niby próbowało coś z tym zrobić – ale zanim w efekcie wyegzekwowało karę, bilbord przenosił się o metr obok i dawaj – cała procedura od początku. Jako taki porządek wprowadzono dopiero około roku 2006, kiedy to Ratusz zorientował się, że nielegalnie postawione reklamy mogą dać gigantyczne pieniądze. Ich właściciele wiedzieli to od dawna, więc gdy władza wyciągnęła swoją rękę po przydrożne słupy, większość szybciutko zlikwidowano. Na pamiątkę gdzieniegdzie straszy jeszcze solidna, betonowa podmurówka.
Z wesołą twórczością reklamową na ścianach było już dużo trudniej – wszak większość ścian ma prywatnych właścicieli. Próbował coś na to poradzić architekt Piotr Wicha, który na kompleksie budynków po wschodniej stronie KEN między stacjami metra Stokłosy i Ursynów zaprojektował specjalne konstrukcje pod reklamy. Konstrukcje zainstalowano, ale jednak się nie przyjęły – w przeciwieństwie do samych reklam, których wciąż przybywało i przybywa. W porównaniu z niektórymi produkcjami rozwiniętego kapitalizmu wczesne pomysły Foto Metro uchodzić mogą za dzieło sztuki.
W zakresie reklamy telewizyjnej Ursynów – aż dziwne, bo przecież urodą powala – długo pozostał niezauważony. Chyba, że Redakcja coś przeoczyła – wtedy poprosimy o uzupełnienie. Łaskawszym okiem reżyserzy spojrzeli na nas dopiero w 2011 roku. Najpierw jedna z firm ubezpieczeniowych postanowiła pojeździć wkoło ronda na styku Płaskowickiej i Dereniowej, potem Era rzekła: Tak, tak i wypuściła z dachu bloku przy Wiolinowej 2 latającą kurę, a wreszcie serwis ogłoszeń lokalnych Tablica.pl docenił urokliwe podwórka Końskiego Jaru i umieścił tam akcję klipu o sprzedaży sofy przez Internet. To na razie tyle, ale z pewnością będzie więcej. Puk, puk, puk, to była reklama.

Autor: Maciej Mazur, 2011

Etykietowanie: