Pstryk: 1001 drobiazgów

Jak to możliwe, że ten mały, ledwie dwudziestometrowy sklepik przy Lachmana 6 pełnił funkcję dzisiejszego OBI czy Leroy Merlin razem wziętych? Coż, zarówno oczekiwania klientów, jak i wybór towarów były mniejsze. Wystarczyła jakakolwiek bateria, byle zbliżona kształtem do pożądanego, dowolny gwóźdź, byle stalowy, czy trochę świecąca żarówka - i problem rozwiązany! PSTRYK był jednym z licznych sklepów ajencyjnych, będących hybrydą handlu uspołecznionego i prywatnego, powstałych w latach 80-tych. Mawiało się: „idę do ajenta”, „kupiłem u ajenta” i oznaczało to tyle, że nie jestem frajerem, wiem, gdzie towar na mnie czeka. I choć nie zawsze czekał, a jego jakość często pozostawiała wiele do życzenia, to jednak „lepszy rydz niż nic”. Dość popularnym towarem była benzyna ekstrakcyjna, która wymieszana z toluenem (podnoszącym liczbę oktanów - odsyłamy do podręczników chemii) nadawała się jako paliwo do auta - znacznie droższe, niezdrowe dla silnika, ale bez kartek. Także tam kupowało się pierwsze w życiu latarki na obozy harcerskie i proszek do zmywarki, który pozostawiał na szklankach dziwny, biały osad. Brodaty właściciel był też szczęśliwym posiadaczem białego Poloneza (klasa Borewicz) z dwulitrowym silnikiem benzynowym (wiadomo - prywaciarz!). Sklepik zakończył działalność na początku lat dziewięćdziesiątych, tak jak wiele tego typu placówek, w tym sąsiedni Bar Zbych.

Autor: Michał Myśliński, 2007

Etykietowanie:

1001 drobiazgów w "piętnastce"

Sklep o podobnej nazwie, bez słowa "pstryk", funkcjonował w wieżowcu przy ulicy Szolc-Rogozińskiego 15 (tzw "piętnastka"). Sklep ten funkcjonował jeszcze we wczesnych latach 90. Sklep miał charakterystyczny szyld, wykonany z czterech prostokątnych lamp, na których naklejono cyfry. Jak już napisano, i ten sklep nie wytrzymał próby czasu w nowym systemie.
Pamiętam, że w sklepie tym rodzice kupowali mi resoraki matchbox. Tzn kilka sztuk, bo nawet w latach 90 tego typu zabawki do tanich nie należały, więc skończyło się na paru sztukach:)