Powstanie Warszawskie

Gdy mowa o Powstaniu, hasło „Ursynów” raczej nie jest pierwszym skojarzeniem, które przychodzi do głowy. Może i słusznie, ale myliłby się ten, kto by sądził, że ta część miasta nie odegrała w sierpniu i wrześniu 1944 swojej roli. Odegrała – i to na tyle istotną, że podzieliliśmy ją na trzy akty.
Akt pierwszy to wydarzenia z 1 sierpnia, kiedy powstańcy próbują zdobyć Wyścigi Konne. Cel ma znaczenie strategiczne. Zajęcie Wyścigów i lotniska na Okęciu pozwoli przyjmować zaopatrzenie z samolotów alianckich, a może nawet przerzucać do Warszawy sprzymierzone wojska. Scenariusz jest rozpisany na dwóch bohaterów: 7 Pułk Piechoty AK „Garłuch” ma zaatakować Okęcie, a Batalion „Karpaty” Pułku Baszta – Wyścigi. Wybija siedemnasta, kurtyna w górę.
Pierwszy z bohaterów na scenie jednak się nie pojawia. Natarcie „Garłucha” na Okęcie w ostatniej chwili zostaje odwołane, o czym część żołnierzy jednak nie wie. Z sąsiadującego z Ursynowem Zbarża (dziś ogródki działkowe przy stacji PKP Okęcie) wyrusza piesza bateria „Kuba” z zadaniem opanowania dział przeciwlotniczych na samym lotnisku. W otwartym terenie nie ma co liczyć na efekt zaskoczenia. Uzbrojenie też jest słabe – choć właściwie to można powiedzieć: prawie żadne. Rozkaz to rozkaz, tyraliera baterii „Kuba” rusza spomiędzy wiejskich chałup w stronę budynków i bunkrów Okęcia. W popołudniowym słońcu Niemcy doskonale ich widzą i otwierają huraganowy ogień, który przygważdża powstańców do ziemi. Nie ma mowy o dalszym ataku. Można jedynie leżeć, lub próbować się wyczołgiwać po rżysku. Do wieczora tylko kilku z nich udaje się uciec z tej pułapki – resztę Niemcy wprost masakrują bronią maszynową. Ginie ponad 100 ludzi. Atak upamiętnia głaz na rogu Żwirki i Wigury i 17 stycznia. Ale to tylko dygresja, przejdźmy na Ursynów.
Atak na Wyścigi przygotowany jest lepiej, nie lepiej natomiast wygląda sprawa uzbrojenia. Sam cel również nie będzie łatwy. Za stajniami i magazynami, w otwartym polu stoi masywna, żelbetowa konstrukcja nowoczesnych trybun. Oddano ją do użytku tuż przed wybuchem wojny. W budynkach kwaterują oddziały kawalerii SS i Luftwaffe – około 750 żołnierzy.
Początkowy plan zakładał zaskakujący nocny szturm, ale po decyzji wyznaczającej Godzinę „W” na 17.00, oddziały muszą atakować za dnia. Żołnierze dojeżdżają tramwajami na Puławską i zbierają się między gospodarstwami wsi Zagościniec (dziś w tym miejscu jest osiedle na Służewcu). O piątej ruszają do ataku i tak zaczyna się właściwy akt pierwszy dramatu „Ursynów w Powstaniu”. Początkowo idzie nawet nieźle. Chłopcy przeskakują mur, sprawnie zajmują budynki gospodarcze i stajnie. Niemcy salwują się ucieczką na trybunę. Powstańcy ruszają tyralierą w jej kierunku. Ale gdy tylko ostatni czmychający SS-mani dopadają zabudowań, wróg uruchamia do odparcia ataku wszystko, co ma. Teren przed trybuną pokrywa śmiertelna zapora ogniowa. Batalion przywiera do ziemi. Nie ma jak atakować dalej, nie ma też jak się wycofać. Sytuacja dramatycznie przypomina atak nba Okęcie. Niektórzy próbują się wyczołgać spod świszczących kul. O ponownym natarciu nie ma już mowy. Batalion stracił ponad 120 zabitych i rannych, brakuje też amunicji. Trzeba się wycofać. Na szczęście pod wieczór nadchodzą chmury – w zapadających ciemnościach część żołnierzy niewielkimi grupkami uchodzi z placu boju.

Po nieudanym ataku powstańcy wycofują się do Fortu Radiowego przy Alei Lotników. To obok dzisiejszego bazarku. Tam żołnierze spędzają noc. Niektórzy przedostają się do miasta, część po załamaniu się natarcia pojedynczo ucieka w stronę Lasu Kabackiego. Sprzyja im lejący całą noc deszcz. Gdy wstaje świt, Niemcy kontratakują. Od południa – z Wyścigów - oraz od północy, odcinając Batalion „Karpaty” od reszty Pułku Baszta. Walka trwa cały dzień. Powstańcom nie udaje się utrzymać fortu. Gdy zapada zmrok, wycofują się. Część przedziera się na Mokotów, pozostali – bezładnie przechodzą na Ursynów. Puławską patrolują samochody pancerne Niemców, pozostaje więc jedynie droga na przełaj przez Potok Służewiecki. Dzisiejsza Smródka płynie sobie uregulowanym korytem pomiędzy jeziorkami. Wtedy przypominało to raczej bagna – szeroko rozlane po nocnej ulewie. Wyczerpani powstańcy grzęzną w mule. Teren jasno oświetlają niemieckie rakiety. Każdy dostrzeżony ruch powoduje strzelaninę. Przemoczeni, niejednokrotnie ranni, głodni i wycieńczeni AK-owcy docierają wreszcie do zabudowań wsi w okolicach dzisiejszego Końskiego Jaru i Puszczyka. Polami ruszają na południe. W okolicach Natolina ocalali dowódcy przywracają porządek i resztki batalionu Karpaty przechodzą do Lasu Kabackiego. Tu zebrało się już sporo żołnierzy – większość oddziałów z Mokotowa, po kolejnych nieudanych szturmach, zdecydowała się na marsz do najbliższych lasów. W Kabatach robi się tłoczno i niebezpiecznie. Nie ma broni, nie ma czym odeprzeć ewentualnego ataku Niemców. Rozbite i skrwawione jednostki z Mokotowa przechodzą więc dalej, do Lasów Chojnowskich. Tu połączą się z oddziałami z Ochoty oraz partyzantami, dozbroją zrzutową bronią i po przywróceniu porządku w szeregach spróbują przebić do miasta. Tak kończy się akt pierwszy.

Akt drugi ma miejsce dwa tygodnie później. Do Lasów Chojnowskich docierają już wówczas wycofane na początku sierpnia z Ochoty oddziały pułkownika „Grzymały” Sokołowskiego. Powstańcy mają teraz za zadanie ponowne przebicie się do miasta. Atakują nocą z 18 na 19 sierpnia przez Ursynów i Wilanów. Niemcy wykrywają kolumnę, rozpoczyna się bitwa. Wróg atakuje od strony Pałacu w Wilanowie. Na polach, gdzie dziś stoi Miasteczko Wilanów, ciężko ranny zostaje dowodzący akcją pułkownik „Grzymała”. W bitewnym zamieszaniu koledzy nie są w stanie go odnaleźć – zginie dobity przez Niemców. Nocną bitwę grupy „Grzymały” oraz resztek batalionów Karpaty i Olza z Pułku Baszta upamiętnia tablica przy Cmentarzu Wilanowskim. Koniec aktu drugiego.

Akt trzeci to koniec września. Sceneria znana z filmu „Kanał”. Mokotów dogorywa, na południe przedzierają się grupki cywilów, wśród nich także ranni powstańcy. W początkach października w Pyrach zaczyna działać tajny szpital AK. W magazynie „Apostoł” pyrskiej parafii (czerwiec 2004) organizację opisuje Krystyna Konopnicka: „Początkowo szpital mieścił się w lokalu zajmowanym przedtem przez posterunek policji przy ulicy Puławskiej, niedaleko dzisiejszej ul. Maryli (dom ten już nie istnieje). Było tam bardzo ciasno, a chorych stale przybywało, toteż wkrótce szpital został przeniesiony do obszerniejszego, piętrowego budynku przy dzisiejszej ul. Kajakowej, róg Puławskiej, gdzie przedtem mieściła się szkoła podstawowa, potem dom mieszkalny. Zajmowaliśmy się udzielaniem każdej pomocy lekarskiej, jaka była potrzebna i jakiej byliśmy w stanie udzielić zarówno powstańcom, cywilnym uchodźcom z Warszawy, jak i ludności miejscowej. Ponieważ mieliśmy bardzo mało środków znieczulających, stosowaliśmy je wyłącznie przy ciężkich operacjach. Na ogół zaś trzeba było dokonywać zabiegów przy pomocy „chłopców do narkozy“, tj. dwóch-trzech sanitariuszy trzymających mocno pacjenta, któremu dokonywano zabiegu na żywo”. Szpital działał do wiosny 1945 roku. I tak kończy się akt trzeci, podczas którego dopiszemy tylko mały antrakt – w styczniu 1945 z terenów Wilanowa rusza atak oczekiwanej pół roku wcześniej odsieczy armii (już nie) Berlinga. W Wilanowie koło knajpki przy parkingu stoi nawet odpowiednia tablica przypominająca, że atak uratował przed wysadzeniem Belweder. Tablica nie wspomina o reszcie miasta. I chyba słusznie. Kurtyna.

Autor: Maciej Mazur, 2009-11

Źródła:
- S. Podlewski, "Wolność krzyżami się znaczy", Warszawa 1989
- Relacje z Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego

Etykietowanie: