Płyty kabackie

Za górami, za lasami… Chociaż właściwie nie. Za górami, ale przed lasami. No, lasem. Kabackim. Ale do rzeczy. Otóż tam, gdzie kończy się dziś kabacka zabudowa a zaczyna przedpole lasu, gdzieniegdzie spotkać można jeszcze rosnącą kapustę, można utknąć w skibie zaoranej ziemi albo można odnaleźć kawałek postindustrialnej Arkadii. Trafić tam niełatwo, ale warto. Idąc na południe ulicą Zaruby pozdrawiamy klientów Poczty Polskiej, mijamy ostatni blok i ruszamy na przełaj przez pole na tyłach Tesco. I co my tam mamy? Magiczne miejsce z wielkiej płyty. Wielkiej, ale upadłej i leżącej od lat. Przynajmniej od czasów boomu budowlanego wokół Wąwozowej. Boom się skończył, płyty trwają i zapewniają lokalnej ludności ciekawą rozrywkę, co barwnie nam opisze Piotr Dziubiński:
„W latach dziewięćdziesiątych drogi asfaltowe były na Kabatach rzadkością (pierwsze bloki tutaj powstały jeszcze zanim Wąwozowa doczekała się asfaltowej nawierzchni). Zanim wyłożono nawierzchnię osiedlowych uliczek kostką brukową, stosowano proste w montażu i przenoszeniu płyty betonowe. Osiedla się pobudowały, drogi ucywilizowano, a płyty betonowe pozostały na Kabatach. Ułożono je w kilka stosów, z których co jakiś czas zabierane są kolejne egzemplarze (stąd też ślady kół na satelicie Google; sporo płyt zabrano m.in. w zimę 2012/2013). Jak długo płyty pozostaną na swoim miejscu? Nie wiadomo. Właściciel jest nieznany.
Płyty, które do dzisiaj spotkamy na Kabatach, były częścią szerszego założenia architektonicznego. Kawałeczek na wschód, tuż obok szkoły Niepokalanek, zauważamy całkiem spore wzniesienie, lubiane przez saneczkarzy amatorów oraz właścicieli psów. To także pamiątka po budowie tego osiedla (ziemia z wykopów). Pod koniec lat dziewięćdziesiątych niemal cały teren między Wąwozową, KEN i Relaksową zajęty był przez niewielkie pagórki, gruzowiska czy drzewa - samosiejki. Miejscowa dzieciarnia (w tym swego czasu ja) latała tam po szkole z plastikowymi karabinami i toczyła zacięte wojny. Trudno sobie to wyobrazić, patrząc na bloki, które zajęły miejsce tych potyczek. Podobnie dzikim obszarem był teren między ulicami: Kiepury, Dembego, Jeżewskiego i KEN.
Najwyższy czas wspomnieć o społecznym znaczeniu płyt, bo to ono jest najważniejsze i dzięki niemu to miejsce jest popularne. Płyty to nic innego jak miejsce spotkań młodzieży. Wysokość stosów pozwala na wygodne rozsiedzenie się oraz prowadzenie długich dyskusji. Śladem tych rozmów są z pewnością puste butelki, puszki oraz potłuczone szkło, które w magiczny sposób co jakiś czas zostają uprzątnięte. Miejsce to służy okolicznej ludności już wiele lat - tutaj gimnazjaliści przychodzą zapalić ukradkiem papierosa, a studenci mają namiastkę knajpki z piwem. Jest to pewna alternatywa dla dalekich wycieczek na polankę w Lesie Kabackim. Obok wspomnianej już korzystnej lokalizacji względem sklepów warto dodać jeszcze spokój tego miejsca (przechodzą tutaj najczęściej mieszkańcy pobliskich bloków ze swoimi czworonogami) oraz to, że nawet hałasując w tym miejscu młodzież nie przeszkadza mieszkańcom pobliskich bloków. Stosunkowo rzadko w to miejsce zaglądają patrole straży miejskiej czy policji, jednak takiego spotkania nie można wykluczyć. Odstraszać może trochę bałagan tutaj panujący, ale należy uznać to za swego konieczność. Bywalcom tego miejsca z pewnością to nie przeszkadza i zapamiętają oni długie godziny tutaj spędzone.”
Tyle Piotr Dziubiński. Uzupełnić to można tylko drobnymi szczegółami. W miejscu płyt rozważana była budowa szkoły podstawowej, ale po rozbudowie kompleksu przy Lokajskiego te plany raczej już nie mają sensu. Płyty czekają więc na dewelopera, który wciśnie kolejnym mieszkańcom wizję „uroczego zakątka blisko lasu” na tyłach magazynów Tesco. Ale to raczej pieśń przyszłości – odwiedzając płyty wspomnijcie więc o ich przeszłości w czasach, gdy po kabackich polach kapusty hulał tylko wiatr i ciężki sprzęt budowlany.

Autor: Piotr Dziubiński (red. Maciej Mazur), 2013

Etykietowanie: