Piekarnia - cukiernia

Każde czasy mają swój fetysz ekonomiczny. W 2007 roku był to „cud gospodarczy”, za Gierka - „druga Japonia” a w latach osiemdziesiątych - „chrupiące bułeczki”, które obiecywał Krasiński. Zygmunt? Ten dramatopisarz? Autor „Nie-Boskiej komedii”? Nie, choć akurat ten chrupiący Krasiński - minister do spraw cen do 1985 roku - też coś z komedią miał wspólnego. Komedią omyłek gospodarczych. Ale do rzeczy.
O chrupiące bułeczki w handlu uspołecznionym nie było łatwo, braki musiała więc uzupełniać prywatna inicjatywa, czyli niewielkie piekarnie-cukiernie. Najsłynniejsze były dwa takie przybytki: przy Janowskiego (obok komisariatu) oraz przy Dembowskiego (patrz: zdjęcie obok). Dzięki poświęceniu piekarzy, już po odstaniu kilkunastu - a w dniach poprzedzających huczne święta, na przykład Bożego Narodzenia - kilkudziesięciu minut, klient mógł kupić gorące, chrupiące bułeczki. Przy odrobinie szczęścia nawet bagietkę, która za Peerelu była symbolem piekarniczej maestrii ozdobionej nutką rozpasanej konsumpcji. Szczęściu trzeba było oczywiście dopomóc, wstając bladym świtem.
W czasach świetności w domku przy Dembowskiego funkcjonowały dwa osobne pomieszczenia - jedno dla piekarni i osobne dla cukierni. Wówczas konkurencja była niewielka a popyt - ogromny. W początkowym okresie istnienia osiedla potrzeby cukiernicze zaspokajały jeszcze tylko dwa miejsca - ciastkarnie przy Miklaszewskiego i Polinezyjskiej. Później dołączyła cukiernia „na polu” czyli na Łące Olkówki.
Realny kapitalizm przyniósł rewolucyjne zmiany na piekarniczym rynku, czym zagroził losowi piekarni-cukierni. Zwłaszcza, gdy duże sieci spożywcze odkryły dobrodziejstwa prefabrykacji i mrożenia pieczywa, które następnie można odgrzewać na zapleczu sklepu, chwaląc się „wypiekiem na miejscu”. Z przemysłowego punktu widzenia, nowoczesne pieczywo jest produktem idealnym - z upływem dni tylko lekko się zsycha, bo zawarte w nim polepszacze nie pozwalają zapleśnieć, co w przypadku dawniejszych wypieków miało miejsce już trzeciego-czwartego dnia. W procesie doskonalenia produktu gdzieś zagubił się jednak smak, przez co takie industrialne pieczywo XXI wieku składające się z pompowanej waty ma tyle wspólnego z prawdziwą Chrupiącą Bułeczką, co minister Krasiński z hrabią Krasińskim.

Autor: Maciej Mazur, 2008

Etykietowanie:

Najslyniejsza ciastkarnia

Najslyniejsza ciastkarnia były na srodku Placu Wielkiej Przygody, co niedziele gigantyczne kolejki po mszy w pobliskim Malborku domy znajdowały sie na samym srodku Puszczyka/Wiolinowa.... były to stare domy jeden pozniej spłoną miały dziwny adres "Jagiełły" ?

Ma swoje hasło

Wspomnianą ciastkarnię opisujemy w Encyklopedii w haśle "Cukiernia Lucrum".