Ogródki działkowe

Dwa krzaczki z pomidorami, pietruszka, truskawki i róże - czyli ogródki działkowe. Dziś pozostał tylko jeden ogród, ale za to wielki – między Rodowicza, Nowoursynowską i Doliną Służewiecką. A jeszcze nie tak dawno spore połacie niewykorzystanych ugorów przedsiębiorczy rodacy grodzili i zagospodarowywali na grządki i rabatki.
Ostatni taki ogród zlikwidowano w 2011 roku pod Kopą Cwila. Dziś w tym miejscu jest elegancki park a przy okazji też naturalny pomnik działkowego trudu. Przy budowie parku ktoś bowiem pomyślał i nie wyciął wszystkich sadzonych latami drzew. Alejki wytyczono wśród dawnych ogródków i możemy podziwiać modrzewie, jabłonie, sosenki i wszystkie inne rośliny, które tylko gospodarującym tu działkowcom się podobały.
To był też najstarszy z ursynowskich ogrodów. W czasach świetności, czyli w latach sześćdziesiątych i pierwszej połowie siedemdziesiątych ciągnął się od Smródki przez dzisiejszą dwupasmową Dolinę Służewiecką - właśnie pod obecną Kopę Cwila, gdzie jaimś cudem w szczątkowej formie przetrwał budowę osiedla, aż w końcu przerobiono go na wspomniany park. Po drugiej stronie ulicy, nad Smródką, po ogrodzie zostały dziczejące sady, jakiś słup energetyczny czy betonowe obramowanie basenu. Warto pozwiedzać i poszukać samemu kwiatków z dawnych lat.
Resztki ogródków można też znaleźć jeszcze na dużym i mocno już zabudowanym obszarze między Centrum Onkologii, Pileckiego i Płaskowickiej. Na początku lat osiemdziesiątych teren ten służył głównie jako dzikie wysypisko odpadów budowlanych. Podjęto jednak decyzję: urządzimy tu ogrody! Ziemię pełną resztek płyt, zbrojeń i betonowych śmieci podzielono i każdy nowy działkowicz musiał sobie swoje poletko posprzątać. Ale oczywiście było warto, bo w tamtych czasach permanentnych przejściowych niedoborów wszystkiego własna działka to nie tylko relaks, ale i pewne zaopatrzenie.
Fenomenowi ogródków działkowych w PRL sprzyjał bowiem kryzys gospodarczy. Posiadanie własnej działki dawało własne warzywa. Rachityczne pomidorki, małe ogórki, pietruszka, koperek. Może i małe, ale jakie pyszne! Działeczki najczęściej rozwijały się na dziko - ktoś pierwszy grodził drutem fragment krzaków i zamieniał je w grządki, ktoś następny obejmował sąsiadujące poletko i stawiał tekturową budę. Pojawiał się kolejny sąsiad, następny - miasteczko rosło. Tak powstały na przykład ogródki między płotem budowy metra i ulicą Stokłosy. Dziś wznoszą się tam bloki przy ulicy Artystów. Jeden artysta kiedyś zresztą śpiewał „pamiętajcie o ogrodach”!

Autor: Maciej Mazur, 2013

Etykietowanie:

Ja pamiętam!

Te dzikie ogródki okalały ścieżkę prowadzącą od przejścia miedzy domami na Stokłosach a Pasażem Imielińskim. Ścieżka szła pod kątem (jak wszystkie wydeptane ścieżki - chodniki zawsze prowadziły pod niewygodnymi kątami prostymi). Wokół były ogródeczki po 10-20 m2. Ciekawostką jest, właściwie nie były ogrodzone, a jednak nie przypominam sobie jakiegoś ich szabrowania.

Teraz myślę, że wyglądało to bardzo slumsowato: ogrodzenia z jakiś kabli, rurek, desek... Jednak we wszechobecnym błocie ta wyspa zieleni sprawiał wrażenie wysokiej kultury agrarnej. ;-)