Megasam

Megasam czyli handlowa klasyka absolutna. Pierwszy większy sklep na Ursynowie postawiony w ramach weryfikowania ambitnych planów na rzecz mniej ambitnej rzeczywistości. Kiedy w sierpniu 1980 roku oczy całej Polski skierowane były na Gdańsk i Stocznię, mieszkańcy Ursynowa musieli się wykazać widzeniem podwójnym. Nie tracąc z oczu ogólnego obrazu zmieniającej się rzeczywistości, równocześnie w wymiarze lokalnym podglądali szykujący się do otwarcia Megasam. Przed otwarciem sklep odwiedził reporter „Expressu Wieczornego”, który 14 sierpnia zdradza pierwsze szczegóły. Trwa właśnie zatowarowywanie sklepu. „Pod rampę podjeżdża samochód dostawczy SPHW wypełniony puszkami i słoikami przetworów. Do wnętrza wozu nie można wjechać wózkiem, co znacznie ułatwiłoby pracę. Rampa jest za niska. (…) Projekt placówki, który przed kilku jeszcze laty można było uznać za nowoczesny, dziś nie wytrzymuje konfrontacji z potrzebami. (…) Spacerując między pustymi regałami sklepowymi spotykamy p. Piotra Bogusławskiego, studenta III roku ASP, który wraz z trzema kolegami opracował w czynie społecznym projekt wystroju wnętrza Megasamu. – Co z tego, że wnętrze będzie atrakcyjnie urządzone, skoro na głowie kapie – przerywa wywody plastyka kierowniczka. Istotnie, na suficie widać w kilku miejscach duże zacieki, od których robi się grzyb”. W końcu 25 sierpnia Megasam otwarto. Za dnia jaśniał bielą, w nocy przyciągał uwagę stylowymi niebieskimi neonami „Megasam” od frontu i „Ursynów” z tyłu. Mieszkańcy rzucili się na zakupy, czemu oczywiście socjalistyczna gospodarka niedoborów sprostać nie mogła. Dwa tygodnie po otwarciu sklep znowu odwiedza reporter „Expressu”: „ubożej jest zaopatrzone stoisko cukiernicze, które przez pierwsze kilka dni było prawdziwym rogiem obfitości. Bardziej atrakcyjne towary zniknęły też z działu ogólnospożywczego. (…) Zwraca uwagę efektowna ekspozycja towaru. Widać, że personel wkłada tu wiele pracy”.
Nie ma się czemu dziwić – kiedy w socjalistycznym sklepie (i to prawie każdym) nie było czym handlować, sprzedawcy zabijali nudę układaniem najsłabiej schodzących puszek czy opakowań soli w efektowne piramidy. Ale wróćmy do lektury: „kierowniczka chwali sobie współpracę z piekarnią ‘Łowicka’, która dostarcza regularnie świeże pieczywo, także ciemne, bardzo poszukiwane przez klientów”. Pamiętają Państwo stoisko z pieczywem, czyli pierwszy regał przy wejściu? I takie charakterystyczne drewniane dozowniki na bułki? No dobrze – co tam dalej w tym Expressie? Pojawiają się kłopoty: „nie można pochwalić browaru wareckiego. O piwo trudno się doprosić, a klienci domagają się tego towaru. (…) Może konwojenci nie znają jeszcze dobrze drogi do Megasamu…” Poznać już nie zdążą, bo wkrótce i tak nie będą mieli czego wozić. W stanie wojennym w sklepie stały gigantyczne kolejki próbujące zrealizować kartki. Wówczas Megasam dzielił się na część samoobsługową spożywczą, osobne stoisko ze słodyczami (kajmak, blok kawowy, marmolada w puszkach), stoisko z nabiałem, stoisko z mięsem (z racji zaopatrzenia głównie dla wegetarian), dział alkoholowy za budzącą lęk kratą i kilka stoisk odzieżowo-gospodarczych w drugiej części sklepu, do której prowadziło zresztą drugie wejście (wciąż widoczne w bocznej ścianie, przy przejściu na bazar). Pod koniec socjalizmu w Megasamie było także stoisko Peweksu z reklamą papierosów West (plakat głosił cyrylicą: „Poproboj Wiest”). Potem kapitalizm wszystko popsuł. Megasam przebudowano, Społem zastąpił Mokpol i sklep snobował się na supermarket. Ale… ale gdy i dziś podczas zakupów na chwilę przystanąć, popatrzeć i posłuchać obsługi sklepu – widać, że historia Megasamu odciska swoje piętno.
O wspaniałej historii sklepu zapomniał jednak zarząd spółdzielni Mokpol. Pod koniec 2008 roku zdemontował stojący od lipca 1980 nad wejściem do sklepu neon ze stylizowanym napisem „Megasam”, zastępując go gumową reklamą zakładów mięsnych Sokołów, zapraszających przy okazji do „Mega Samu” (tak właśnie). Zniknięcie neonu zauważył działacz Zespołu Opiekunów Kulturowego Dziedzictwa Warszawy i zaalarmował nas, a my wezwaliśmy Ursynowian do wysyłania petycji w obronie niszczonego symbolu. Skrzynka mailowa Mokpolu została zapchana protestami, sprawę opisały media (do przeczytania w haśle „Media o nas”), po czym zajęli się nią radni – Elżbieta Igras i Michał Dąbrowski złożyli interpelacje. I stał się cud. No, prawie. Zapowiedź cudu. Po półrocznej wymianie korespondencji radny Dąbrowski dostał odpowiedź. I to jaką! Ratusz ustalił, że pawilon Megasamu wcale nie należy do spółdzielni Mokpol, tylko do Spółdzielni Jary. A ta – w piśmie do Zarządu Dzielnicy – wyjaśnia, że neon „Ursynów” może nawet ratuszowi oddać, gdy tylko rozbierze Megasam; na razie jednak (czerwiec 2009) do rozbiórki się nie pali. Wytrzymały ten Megasam, nie ma co - a przecież już w 1980 roku „Express” zauważał, że „nie wytrzymuje konfrontacji z potrzebami”. I co? No właśnie. Może potrzeby nam zmalały?

Autor: Maciej Mazur, 2007

Zdjęcia i fragmenty artykułów z "Expressu Wieczornego" dzięki uprzejmości Redakcji Trasbusa.

Etykietowanie:

40 lat?

Na Megasamie pojawił się jakiś czas temu napis "40 lat Megasamu" lub coś w tym stylu. Wydawało mi się że ktoś lekko przesadził. No i się sprawdziło :)