Latarnie

O osiedlowych latarniach można napisać całą rozprawę. Od początku nie było bowiem wiadomo, jaka logika rządzi ich instalacją i działaniem. Instalowane były w miejscach bardzo dziwnych (na przykład na pustym polu między Koncertową a Okaryny) ale zapominano o nich tam, gdzie były naprawdę potrzebne (na przykład między blokami ulicy Pięciolinii czy Symfonii). Sam fakt instalacji o niczym jeszcze jednak nie świadczył. Latarnie, nawet gdy już udało się je uruchomić, dosyć szybko gasły. A to zapominano w nich wymieniać żarówek, a to okoliczna młodzież badała wytrzymałość słupów, łamiąc je wpół (nie było to trudne) a to ktoś kradł instalację elektryczną - zwłaszcza trudno osiągalne w latach osiemdziesiątych bezpieczniki. Zasadniczo najpopularniejszym typem latarni był "grzybek" zwieńczony szerokim kapeluszem. Rzadziej, na osiedlu Jary, można i dziś dostrzec formę "małego grzybka", jeszcze rzadziej latarnie z kloszami w kształcie litery V i płaskim daszkiem. Wszystkie jednak łączyło charakterystyczne blade i zimne światło - dla spóźnionych przechodniów przemykających nocą ciemnymi ciągami pieszo-jezdnymi było to jednak światełko nadziei. W przypadku latarni ulicznych sytuacja była prostsza. Na ulicach przelotowych (Findera, Rosoła, Dolina Służewiecka) socjalistyczni inżynierowie instalowali nieco jaśniejsze lampy na wysokich słupach (patrz - foto poniżej) na ulicach osiedlowych do dziś jeszcze spotykany gdzieś na parkingach typ "małoświecący" (patrz - foto powyżej) bladą poświatą rozgrzanej rtęci. Pod koniec lat osiemdziesiątych wielka rewolucja oświetleniowa wymieniła białoblade widmo na jasne i optymistyczne pomarańczowe światło nowych latarni, które do dziś zagubionym na Ursynowie podróżnym wskazują właściwą drogę na manowce.

Autor: Maciej Mazur, 2007

Etykietowanie: