Lany Poniedziałek

Taktyka jest prosta. Lejemy i wiejemy. Do lania używamy wiadra a do zwiewania – nóg. Ewentualnie możemy spróbować strategii bombowca. Jeżeli posiadamy balkon nad uczęszczanym chodnikiem, przygotowujemy torbę foliową, napełniamy ją wodą i zrzucamy pod nogi lub na głowy przechodniów. Niestety – efekty bombardowania poznajemy wyłącznie dzięki odgłosom ostrzelanych, bo wcześniej w trosce o własne bezpieczeństwo już się ukryliśmy, schodząc z pola widzenia mokrym przechodniom wypatrującym chuliganów. A co to – instruktarz dla młodocianych rozrabiaków? Ależ skąd, to tylko wspomnienia. Bo dawniej, Panie dzieju, to były Lane Poniedziałki! Strach było wychodzić! Osiedle terroryzowały watahy z wiadrami, kursujące tylko do ukrytych w trawnikach hydrantów a potem lejące przechodniów bez opamiętania - a czasem również biorące na cel autobusy. Pojazd podjeżdża, otwiera drzwi a do środka wiadrami chlusta woda. Zabawa, że hej – dopóki oczywiście krewki pasażer nie wyskoczy i nie nałoży po gębie. Bo i tak się zdarzało. Nie wiadomo właściwie dlaczego, ale dawniej policja-milicja nie dawały sobie w Lany Poniedziałek z chuliganami rady.

Potem wszystko się zmieniło. Zamiast ubolewać nad upadkiem obyczajów, wzmożone patrole policji i straży miejskiej wzięły się do roboty i skutecznie ostudziły zapał rozrabiaków, przez co ta – powiedzmy sobie szczerze - wiejska tradycja nieco się zurbanizowała, a w efekcie niemal zanikła. Dziś już chyba tylko najbardziej wytrwali leją wodę - może też dlatego, że w tej konkurencji nikt nie jest w stanie przebić wybrańców narodu? I chwała Bogu, bo przynajmniej suchą nogą można przejść po osiedlu.

Autor: Maciej Mazur, 2008-16

Etykietowanie: