Kabaty

W latach pięćdziesiątych szczytem marzeń było małe mieszkanko na Mariensztacie, pół wieku później szczytem marzeń statystycznego Polaka jest małe mieszkanko na Kabatach. Położone na południowym krańcu Ursynowa osiedle prowadzi w ogólnopolskich rankingach na najbardziej pożądane miejsce do mieszkania. W zasadzie - nie ma się czemu dziwić. Blisko do Lasu, nowe budownictwo, garaże, sklepy i knajpki. Luksus. Luksus? A skądże - po prostu kawałek normalnego miasta, które powstawało jak nakazuje polska tradycja urbanistyczna, czyli bez ładu i składu ale za to w ludzkiej skali. W latach osiemdziesiątych wizja zabudowy Kabat była zupełnie inna. Osiedle miało być prostym przedłużeniem Natolina, z osiami pionowymi Alei KEN, Rosoła i Dembego i poziomą Wąwozową, tnącą blokowisko na pół. Środkiem osiedla miał się ciągnąć wewnętrzny pasaż - uliczka Kiepury. Według tych planów zdołano zbudować jedynie kawałek Osiedla Kabaty, czyli wielkopłytowe bloki od strony Rosoła. Potem socjalistyczne planowanie ustąpiło kapitalistycznemu chaosowi, działki rozparcelowano i wydano na żer deweloperom. Zabudowa zaczęła powstawać jak przed stu laty - każdy właściciel buduje po obrysie działki z podwórkiem-studnią, do niego dokleja się następny i powstaje - pierwszy raz na Ursynowie - zwarta pierzeja ulicy z usługami w parterach. To z jednej strony zaprzecza pierwotnym koncepcjom zabudowy Ursynowa, z drugiej jednak wreszcie realizuje wizje uliczek w ludzkiej skali z tętniącymi życiem parterami.

W przeciwieństwie do nowych osiedli Mokotowa czy Białołęki Kabaty uniknęły losu zamkniętych gett grodzonych płotami, gdzie pod wieczór między zasiekami przemykają tylko spóźnieni przechodnie. Powstał - co prawda - pomysł wygrodzenia połowy osiedla przez największą spółdzielnię, ale - jak to w Polsce - z realizacją na szczęście wyszło różnie.
Kabaty są też ciekawym miejscem do obserwacji socjologicznych, jako osiedle zaludnione w większości przez przedstawicieli nowej klasy średniej. Przedstawicieli, którzy z jednej strony potrafią na złość innym odgrodzić przebiegające przy własnej posesji jedyne przejście do Lasu Kabackiego, którzy zwykli mieć kłopoty z rozpoznawaniem sąsiadów i odpowiadaniem na ukłony, którzy nie życzą sobie w blokach żadnych miejskich przybytków typu kawiarnia czy klub, ale którzy z drugiej strony potrafili się skrzyknąć i zamienić kawałek niczyjego klepiska przy ulicy Telekiego na społecznie urządzany i pielęgnowany skwer. Uważny obserwator kabackiego życia dostrzeże jeszcze jedną ciekawą rzecz - w przeciwieństwie do pozostałych części Ursynowa, przy każdym dłuższym weekendzie czy feriach Kabaty się wyludniają. Złośliwcy powiadają, że Warszawiacy wracają wtedy do domów. Ale my złośliwcom nie wierzymy - być może po prostu mieszkańcy Kabat są prawdziwymi domatorami. W tak pięknych okolicznościach przyrody nie ma się czemu dziwić.

Autor: Maciej Mazur, 2009

Etykietowanie:

Domatorzy....

Dodatkowo lubiący siedzieć po ciemku, co znakomicie widać podczas Bożego Narodzenia i Wielkanocy.

tak domatorami

wystarczy wejsc do garazu i widac sammme warszawakie rejestrscje razem z moja BI----E choc nie jestem z Bialegostoku ani z Warszawy