Igloopol

Właściwie to dwa Igloopole i to w dodatku niedaleko od siebie: Igloopol numer jeden to dzisiejszy MarcPol przy Dereniowej. Wejście oczywiście było odwrotnie niż dziś, od osiedla. Od frontu natomiast wzdłuż całej ściany sklepu do zakupów zachęcało ogromne logo firmy. Otwarty w 1987 sklep miał być przedsmakiem nowych czasów, łamał w końcu monopol sklepów „Społem”. W październiku tego roku tygodnik „Stolica” zachwycał się: „Pawilon przy Dereniowej jest dobrze zaopatrzony w wyroby mleczarskie i serowarskie, nie brakuje napojów (często bywa nawet firmowe piwo). Stali bywalcy zapewniają, że w stoisku wędliniarskim zawsze znajdzie się coś smacznego - także i bez kartek. Ten dom handlowy dysponuje najlepszym w stolicy zapleczem chłodniczym (aż cztery komory). Mimo utrudnienia, jakie stanowi brak telefonu, zaopatrzenie jest bardzo dobre. Nie brakuje świeżego pieczywa ani żółtych serów, a także można tu kupić kilka rodzajów konserw mięsnych bez kartek. Powodzenie placówek „Igloopolu” zależy w dużym stopniu od sprawności kierowników sklepów, którzy mają rozszerzone uprawnienia, swobodę w pozyskiwaniu towarów oraz od dobrej pracy sprzedawców. Stawiane są im duże wymagania, lecz za samodzielność, operatywność i wysokie obroty jest odpowiednia rekompensata w wynagrodzeniach. Oby tak wszędzie!”
I to jeszcze nic. Bo nie dość, że Igloopol wyznaczał nowe standardy zarządzania, to jeszcze miał bogate plany ekspansji. Gdyby nie zmiana systemu, jak nic zostałby polskim Kerfurem. Na osłodę pozostał smak delicji z działającej obok sklepu kawiarni „Przebiśnieg” (ach, te skojarzenia z odwilżą…). Jeszcze jeden cytat ze „Stolicy”: "Przebiśnieg zakwita - jak łatwo się domyśleć już z samej nazwy - w trudnych warunkach przełomu zimowo-wiosennego, gdy ziemia bywa jeszcze pokryta śniegiem. Ten, o którym chcemy mówić, pojawił się w Warszawie również na terenach w pewnym sensie „trudnych”, patronując kawiarni "Igloopolu" otwartej na Ursynowie w wielofunkcyjnym pawilonie przy ul. Dereniowej 6. Jest to placówka I kategorii, lecz cenach za napoje, desery i posiłki (pełne zestawy śniadaniowe, obiady i kolacje) niezbyt wygórowanych i zbliżonych do obowiązujących w lokalach II kategorii. Plany na przyszłość przewidują zorganizowanie w kawiarni kabaretu lub stałych występów artystycznych. Cenna to inicjatywa na nieco jeszcze pustynnym ogromnym osiedlu."
Tyle prawda ekranu (czy tam – druku), wróćmy do prawdy czasów. Drugi Igloopol był w pawilonie handlowym przy Braci Wagów. Zgodnie z nazwą, sklep przyjmował klientów dosyć chłodno – właściwie to w środku nie było towaru. Ale nie ma co się dziwić, kończyły się lata osiemdziesiąte i występowały pewne trudności obiektywne związane z zaopatrzeniem. A może to dlatego, że Igloopol siedzibę miał aż w Dębicy i w drodze towar się rozpuszczał?

Etykietowanie: