Hipermarket

Piątek po południu, przed sklepem ani jednego wolnego miejsca, choć parking przecież trzasnęli na kilkaset aut i za parę godzin będzie tu tyle miejsca, że lokalna młodzież urządzi sobie nocne Grand Prix Hockenheim. Hungaroring. Imoli. Cokolwiek. Ale na razie... Wszyscy akurat muszą na zakupy przyjechać właśnie teraz i właśnie tu. Jakby nie mieli wyboru. A przecież mają. I to jaki! Real od Puławskiej, Leclerc przy Ciszewskiego, Tesco na Kabatach. Trzy duże hipermarkety i jeszcze kilka mniejszych, nazwijmy je supermarketami. Zresztą u nas markety mają długą i barwną historię.
Zaczęło się od 1981 roku, kiedy otwarto Megasam. Zasłużył sobie na osobne hasło w Encyklopedii, tam też odsyłamy. Potem był rok 1988 i pomysł budowy dwóch „dziesięciotysięczników”, czyli wielkich hal sklepowych o powierzchni właśnie 10 tysięcy metrów. Miały stanąć na opuszczonym właśnie przez budowniczych metra polu między Stokłosami i Wiolinową. Zanim stanęły, na przeszkodzie stanęli sami mieszkańcy i urbaniści zdecydowanie protestujący przeciw takiej architektonicznej makabryle pośrodku osiedla. Zmienił się system, nadeszły nowe czasy a wraz z nimi ekspansja zachodniego kapitału.
Z Norwegii zaatakowała Rema 1000, przejmując społemowski sklep na Hawajskiej. Ale to wciąż tylko handel osiedlowy. Czas na wejście prawdziwego rekina. Oto nadciąga francuski potentat, Leclerc. Przejmuje dwie puste hale magazynowe stojące w miejscu dzisiejszego marketu, rozbudowuje zaplecze i tak niewielkim nakładem jest już gotowy sklep. Leclerc rusza w roku 1995 i korzysta z efektu pierwszeństwa. Nie na długo jednak. Już latem 1997 roku inny handlowy Napoleon sprowadza konkurencję. Przy Puławskiej pojawia się Geant. Na huczne otwarcie zjechali się klienci z całego miasta. Część była jednak rozczarowana. - Myślałem, że będzie więcej promocji – żalił się reporterowi „Gazety Stołecznej” mężczyzna, który przyjechał specjalnie aż z Pragi-Południe. Sklep zaskoczył też pierwszych klientów nowością: wrotkarkami kursującymi po hali w koszulkach z napisem „w czym mogę pomóc?” Zgodnie z wydrukowanym na piersiach credo, dziewczyny na kółkach ofiarnie pełniły swoją misję wskazywania kupującym właściwych towarów. Przyspieszały też znacznie obsługę przy kasach – gdy metka była nieczytelna lub bez kodu, w mig jechały na właściwe stoisko aby towar zidentyfikować. Niestety, po kilku latach Geant z wrotkarek zrezygnował a inne sieci pomysłu nie podchwyciły. Szkoda.
Zanim westchniemy za wrotkarkami, powitajmy kolejną sieć. W sierpniu 1999 na dalekich Kabatach swój blaszak stawia niemiecki Hit. Wówczas wydaje się to inwestycją wysokiego ryzyka, wokół bowiem dominuje wciąż krajobraz rustykalny, ale Hit miał nosa co do lokalizacji. Nie miał tylko cierpliwości i po kilku latach pawilon przejęło atakujące polski rynek Tesco. Przejęcia to zresztą znak firmowy tej branży. Z pionierów handlowych lat ’90 do dziś dobrze się ma tylko Leclerc. Rema zniknęła, Globiego z Belgradzkiej przejął Champion, aby później samemu uznać, że nazwa jest nieco na wyrost i złożyć handlowy hołd Carrefourowi. Hit to Tesco, Geant to Real. Na szczęście Megasam wciąż się nie poddaje i od ponad 30 lat wciąż jest Megasamem. Z tą może różnicą, że dziś po odejściu od kasy reklamacje jednak uwzględnia się.

Autor: Maciej Mazur, 2012

Etykietowanie: