Frekwencja

Frekwencja wyborcza oczywiście. Gdyby wszyscy Polacy głosowali tak chętnie jak Ursynowianie, skończyłoby się kwękanie na marne zaangażowanie w demokrację. U nas bowiem frekwencja jest zawsze albo rekordowa, albo o ów rekord się ocierająca. W referendum europejskim w 2003 roku była najwyższa w Polsce (76%). W wyborach parlamentarnych w 2005 wyniosła 60% a w prezydenckich 72%. W eurowyborach w 2009 znów padł rekord, tym razem Warszawy: 50,7%. Mało? To dwukrotnie więcej, niż średnia krajowa! I tak sobie tu sumiennie wypełnialiśmy cały czas obywatelski obowiązek, aż przyszły wybory parlamentarne 21 października 2007 i nagle o ursynowskich wyborcach zrobiło się głośno na całą Polskę. PKW nie doceniła lokalnego umiłowania demokracji i przygotowała za mało kart. Bo po co więcej – będzie tylko makulatura. W efekcie wieczorem w komisji nr 340 w szkole przy Lokajskiego kart zabrakło. W przeciwieństwie do chętnych, którzy w zwartym ordynku przyszli dopełnić obowiązków łże-elity i zakończyć ambitny eksperyment pod nazwą „IV Rzeczpospolita”. Determinacja wyborców była tak mocna, że nie dali się odprawić. Czekali do skutku, czyli aż do godziny 23. A wraz z nimi czekała cała Polska, bo PKW przedłużyła ciszę wyborczą. Warto było? Chyba było warto, bo frekwencja w tej komisji wyniosła 91%! Można więc wnioskować, że do wyborów nie poszli tylko zdeklarowani anarchiści i obłożnie chorzy.
W kolejnych wyborach parlamentarnych tego sukcesu nie udało się powtórzyć. W 2011 roku Ursynów z frekwencją 74% był dopiero drugi, za Wilanowem, gdzie zagłosowało 76%. Gdyby wszyscy byli tak aktywni jak wyborcy z Małcużyńskiego (w tamtejszym przedszkolu frekwencja doszła do 82,8%) a nie brali wzoru ze szkoły przy Tanecznej (tylko 66,4%), znowu bylibyśmy liderami. Wstyd. No dobrze, żaden tam wstyd. O frekwencji 2/3 uprawnionych w Polsce można przecież tylko pomarzyć.
Skąd ten fenomen? Obywatelska postawa mieszkańców Ursynowa ma dwa źródła. Po pierwsze, już od lat siedemdziesiątych jest to dzielnica z dużym udziałem inteligencji. W latach osiemdziesiątych był to widać podczas audycji Radia Solidarność, gdy na dane hasło co najmniej pół Ursynowa migało światłami na znak dobrego odbioru. A w latach dziewięćdziesiątych zaczęli się tu masowo osiedlać pracujący w stołecznych firmach młodzi profesjonaliści spoza Warszawy. A ponieważ ta tendencja wciąż się utrzymuje – zwłaszcza na Kabatach – można się spodziewać, że pewnego dnia frekwencja wyborcza przekroczy 100%, czym Ursynów ustanowi rekord nie do pobicia.*

Autor: Maciej Mazur, 2011

*To nie dowcip - wystarczy, że odpowiednia liczba wyborców spoza Warszawy postara się w miejscu zameldowania o kartki uprawniające do głosowania a następnie stawi się w tutejszej komisji wyborczej, zasilając i tak aktywnych obywatelsko Ursynowian.

Etykietowanie: