Dziesięciotysięczniki

Dziesięciotysięczniki, czyli historia o tym, że za niektóre niewydolności socjalizmu powinniśmy dziękować Leninowi. Pod koniec lat osiemdziesiątych władze miasta wpadły na pomysł poszerzenia ursynowskiej oferty handlowej. Ponieważ towaru nie było, oferta poszerzona miała być tylko powierzchniowo. W miejscu, gdzie dziś stoją budynki KEN 96 i KEN 98, a wówczas istniał mały kontenerek ze sklepem spożywczym dla pracowników metra, miały się rozpłaszczyć dwie gigantyczne hale sprowadzone chyba z NRD. Nazwa „dziesięciotysięczniki” pochodzi od powierzchni każdej z nich. Pawilony miały przypominać kombinat dwóch Megasamów połączonych narożnikami z niewielkim patio. Przez jakiś czas makietę dwóch hal można było oglądać właśnie w Megasamie. W „Paśmie” rozgorzała wówczas dyskusja, czy jest sens budowy gigantów, skoro istniejące sklepy i tak nie mają czego sprzedawać. Śmiałą koncepcję urbanistyczną zarzucono, powody chyba były dwa: właśnie brak pomysłu na to, co w nich sprzedawać - no i brak samych hal. Przez kilka lat w miejscu przeznaczonym pod „dziesięciotysięczniki” nie było więc nic, aż pod koniec lat dziewięćdziesiątych wypełniły je niebrzydkie bloki SBM Ursynów. I zapewne dziś hal żałują tylko hipermarkety - miejsce było wszak wymarzone na Geant albo Tesco. Dziękujemy wam, towarzyszu Uljanow.

O sprawie głośno było też w prasie stołecznej. "Express Wieczorny" z 23 lutego 1988 odnotowuje, że "potyczki o halę targową na Ursynowie przeobraziły się w monstrualną bitwę". Poniżej fragment artykułu z archiwum zaprzyjaźnionej redakcji Trasbusa.

Etykietowanie: