Dziennik Telewizyjny

- Dawno, dawno temu – rozpoczął swoją kolejną gawędę dziadek - w odległej krainie, gdzie istniały tylko dwa programy telewizyjne… - Dziadku, drogi dziadku – dosyć obcesowo przerwała wnusia - w głowie ci się już pomieszało?! Jak w kablówce mogły być tylko dwa kanały? Po czym niezainteresowana ciągiem dalszym włączyła Cartoon Network. – Ech – westchnął dziadek – ta dzisiejsza młodzież… Ale nie dane było mu zapaść we wspomnieniową katatonię, bo czteroletni skarb zażądał lizaka. I to natychmiast. Chcąc nie chcąc, dziadek założył buty i z wnusią pod rękę zszedł do kiosku na dół. Ta rozpoczęta gawęda nie dawała mu jednak spokoju.
I tu zostawmy dziadka, bo gdy wnusia dorośnie, zacznie czytać i kliknie właśnie tu, dowie się, że nie należy starszym przerywać – zwłaszcza, gdy snują ciekawe opowieści. Bo ta historia rzeczywiście dzieje się w odległej czasowo krainie, gdzie istnieją tylko dwa kanały telewizyjne a po lizaczka – takiego okrągłego, z okropnego trójkolorowego lukru nabitego na rurkę i z nie dającą się odkleić folią - trzeba się przespacerować do Megasamu. I jeszcze mieć dużo szczęścia, bo lizaczków zwykle nie ma. Lądujemy więc w ciepły październikowy dzień przed Megasamem – a tu jakie zamieszanie! Stoi błękitny Robur (furgonetka prod. NRD), przed Roburem kilku panów, jest kamera, mikrofon - słowem chyba kręcą film! Dokument? Nie, raczej fabułę, bo powstająca właśnie relacja do wieczornego Dziennika Telewizyjnego z życiem wiele wspólnego mieć nie będzie. Niech sobie kręcą. Wchodzimy do Megasamu. Lizaczków nie ma. Na osłodę pozostanie nam więc kolejny reportaż z Ursynowa o 19.30 w telewizyjnej Jedynce.
Na początek dygresja. Ursynów – co już wiadomo z lektury innych artykułów na niniejszej stronie – za PRL-u był pierwszym skojarzeniem ze słowem „osiedle”. Kiedy więc telewizja chciała pokazać problemy mieszkańców osiedli – dawaj, jedziemy na Ursynów. Wsiadali w Robura i walili jak w dym. Czy to kiedy spadły śniegi, aby pokazać ciężką walkę z zimą, czy to gdy kombinat znów zawalił plan i nie oddał odpowiedniej liczby mieszkań, czy też aby na przykład pokazać, czym zajmują się radni. Dziś akurat ekipa DTV zajmuje się tym ostatnim. Jest 10 października 1984 roku, zaczęła się właśnie przedostatnia w PRL kadencja radnych wybranych do Rad Narodowych.
To co, gotowi? Włączamy Rubina 714 i oglądamy. Na ekranie pani spikerka zagaja ciekawie: „Od początku kadencji radni przystąpili do rozwiązywania trudnych problemów mieszkańców miast i wsi.” Rach-ciach, przenosimy się przed Megasam na Ursynowie. Tam pan redaktor i pan radny. Posłuchajmy:
- Jest pan radnym stołecznej rady narodowej, dlaczego wybrał pan to miejsce na naszą rozmowę?
- Panie redaktorze, znajdujemy się przy Megasamie na Ursynowie. Jest to piękny obiekt, ale niestety jedyny na całym ponad 100-tysięcznym mieście. Na Ursynowie Południowym jest tylko sześć sklepów spożywczych. Nie ma żadnego sklepu mięsnego. A ludzie posiadają kartki, które realizują w centrum miasta. Uważam jako radny, że jest to skandal – zagrzmiał radny. Trzeba przyznać, że odważnie broni nielicznego elektoratu. Nielicznego, bo według danych opozycji w Warszawie do wyborów w czerwcu 1984 poszła niewiele ponad połowa uprawnionych, co jak na PRL było wyjątkowo marnym wynikiem. Radny więc się stara i ciągnie dalej: - Nikt nie zwolnił ani zarządu Spółdzielni ani władz dzielnicy Mokotowa od tego, żeby wyznaczyć – choćby tymczasowo – miejsce pod kontenery. Warszawski handel – jestem przekonany – podchwyci tę inicjatywę.
- No z pewnością – przytaknął redaktor.
- …i będzie można handlować w tego typu obiektach – dokończył radny.
Niestety, redaktor i radny wykazali się zbyt daleko idącym optymizmem. Może i warszawski handel podchwyciłby tę inicjatywę, ale co właściwie miał w nowych sklepach sprzedawać, skoro te istniejące i tak świeciły pustkami? To po pierwsze. Po drugie – i tak nie miał tych kontenerów, których domagał się radny. Zainteresowanych dalszymi losami ursynowskiej bitwy o handel odsyłamy do haseł „Dziesięciotysięczniki” oraz „Społem” a sami możemy już chyba wyłączyć telewizor. Reportaż z Ursynowa kończy część informacyjną Dziennika. W Sporcie redaktor Szaranowicz poinformuje, że Unia Leszno decyzją Komisji Żużlowej straciła tytuł Mistrza Polski za niesportowe zachowanie, a Kasparow wciąż przegrywa z Karpowem w niekończącym się meczu szachowym. Jeszcze tylko pogoda – jutro 15 do 18 stopni, więc znowu wybierzemy się do Megasamu. Ekipy Dziennika pewnie nie spotkamy, ale może chociaż lizaczki dowiozą. Dziękujemy za uwagę.

Autor: Maciej Mazur, 2011

Etykietowanie: