Dekomunizacja

- Tata, a dlaczego skoro jest ulica Rosoła, to nie ma ulicy Krupniczku? – zapytał mnie razu pewnego syn i weź tu wytłumacz czterolatkowi, że nie chodzi o zupkę tylko o Jana Rosoła, działacza robotniczego i to w dodatku z czasów carskich. Swoją drogą, skoro już o zupach, to w kategorii ulicznej Ursynowowi zafundowano czerwony barszcz – patrząc na liczbę i rangę patronów z podręczników historii komunizmu.
Nie mogło być inaczej? Mogło. Gdy spojrzymy na projekty z połowy lat siedemdziesiątych, znajdziemy odjazdowe nazwy ulic. Dzisiejsza Pileckiego to Kwiczołów. Takich ptaszków drozdowatych, wpisująca się w ptasie nazwy Starego Imielina: Sójki, Makolągwy, Zięby. Ale nie. Zabić drozda. Zamiast sympatycznego ptaszka wmeldowano tu Pawła Findera, członka Grupy Inicjatywnej PPR rozstrzelanego przez Niemców w 1944 roku. Po zmianie ustroju błyskawicznie go zdekomunizowano – to była chyba pierwsza ursynowska ulica o zmienionej nazwie. Findera zastąpił rotmistrz Pilecki. Niedoszła ulica Kwiczołów na pierwszych planach krzyżuje się z Niebieskich Migdałów. Co za niepoważna nazwa, prawda? Nie mogła zaistnieć pośrodku modelowego osiedla socjalizmu, więc jeszcze w 1975 roku zmieniono ją na Filipiny Płaskowickiej. I tu od razu kłopot, bo nazwisko działaczki socjalistycznej przywodziło na myśl narzędzia budowlane, wiele więc osób tak dawniej, jak i dziś całą tę ulicę nazywa „Płaskowicką”, chyba od płaskownika - tak jak swego czasu „Komarowa” w wersji ludowej czciła krwiożercze owady a nie radzieckiego kosmonautę.

Większość nazw na szczęście wzięto z istniejących tu wcześniej ulic wiejskich – taki mają rodowód muzyczne ulice osiedla Jary i Stokłosy (Koncertowa, Wokalna, Wiolinowa) czy owocowe Natolina (Migdałowa, Mandarynki). Niektóre nazwy przemycili architekci: Koński Jar jest najlepszym przykładem myślenia o Niebieskich Migdałach i Klonowych Liściach. Miał być też Kozi Jar, ale nie przeszedł. Na Ursynowie Południowym stawiano na podróżników: Magellana, Teligę czy Marco Polo. Nazwy osiedli to z kolei połączenie inwencji projektantów (Jary, Wyżyny, Na Skraju) z nazwami wsi i przysiółków (Imielin, Wolica, Kabaty). Osiedle Stokłosy wzięto od istniejącej tu wcześniej ulicy Stokłosy, która oznacza taką roślinkę – Stokłosę - a nie potentata branży mięsnej o takim samym nazwisku.
Wracając do zup: ulica Rosoła początkowo miała się nazywać Na Skraju. Wsadzono jednak biednego Rosoła, aby po trzydziestu latach go zdekomunizować, ale tylko częściowo: północną część ulicy zmieniono na Jana Rodowicza „Anody”. Mało kto wie, że jedna z ulic zdekomunizowała się sama. Po prostu zniknęła, a raczej nigdy nie wyszła poza kreskę na mapie. Chodnik biegnący północną stroną Lasku Brzozowego miał być jezdnią łączącą Lanciego z KEN. I oczywiście miał swojego patrona: Henryka Świątkowskiego, stalinowskiego ministra sprawiedliwości. Ślady po niej do dziś są na drogowskazach w metrze – znajdziecie się przy północnym wyjściu ze stacji Natolin. Ulica nie powstała, problem się rozwiązał. Wymazany z mapy Świątkowski uniknął losu Józefa Ciszewskiego, działacza bolszewickiego skierowanego do dekomunizacji przez IPN. Skoro już trzeba go zmieniać, to nie można przynajmniej na Ciszewskiego Jana, słynnego komentatora sportowego? Albo Józefa, piłkarza Legii i reprezentanta Polski? Nie, nie można. To byłoby za proste.

Fragment książki Maciej Mazura "Czterdziestolatek. Historie z Ursynowa".
Książkę można zamówić bezpośrednio u wydawcy, z dedykacją autora. Link do formularza znajduje się w kolumnie po prawej stronie, pod zdjęciem okładki.

Etykietowanie: