Boisko

Piłka do siatkówki (o Fevernowej i Teamgeiście w Adidasie nikt nawet nie myślał), cztery kamienie i kawałek klepiska. To w zupełności wystarczyło, aby rozgrywać osiedlowe wersje Mundialu w Meksyku i niejeden Maradona posłał tu piłkę w okienko. W to na pierwszym piętrze. Położone kamienie wyznaczały dwie bramki, pola karnego nikt wyznaczać nie musiał, bo karnych tu nie było. A w razie rzadkich wolnych zasada ustawienia piłkarza była prosta – trzy kroki od sroki (zapożyczone z harcerstwa). Lokalny Old Trafford pojawiał się niemal na każdym podwórku. Ponieważ trawa i tak rosła jak chciała (a głównie rosły chwasty) młodzież w zasadzie zieleni nie niszczyła – bo tej nigdy nie było. Rolę murawy znakomicie spełniało klepisko. O ile oczywiście akurat nie padało, bo wtedy futbol zamieniał się w waterpolo. Tak było. Najlepiej opisuje to Paweł Grzegorczuk na przykładzie Estadio de la Puszczyka.
Ale czasy się zmieniają, wraz ze zmianą systemu przybyło tabliczek „Szanuj Zieleń” (bo ta wreszcie się pojawiła) i „Zakazów gry w piłkę”. Jasne. Zakazać najłatwiej, a potem wszyscy narzekają, że talenty nam nie rosną. Boiska przy szkołach zostały zagrodzone i zamknięte, przez co pograć na nich można było już tylko z rzadka, ale zapalić jointa i osuszyć kilka browarów – to co wieczór. Na większych wolnych placach, gdzie jeszcze rozgrywano nawet mundiale z 1994 i 1998 - w czasach mistrzostw w Korei i Japonii najczęściej wyrastały już bloki. Ale teraz dosyć narzekania – będzie o przykładzie krzepiącym. A nawet o dwóch przykładach.
Przykład pierwszy przyszedł z góry. W 2006 roku władze Ursynowa wybudowały pierwsze profesjonalne i oświetlone boisko przy Koncertowej. Tam trenuje SEMP, czyli Stowarzyszenie Edukacji Młodych Piłkarzy. Potem poszło szybko – jakby to powiedzieli komentatorzy sportowi - rozsypał się worek goli. Podanie, dośrodkowanie i dwa zero. Pod koniec 2008 Przy Bażantarni powstaje kompleks Orlik. Sędzia nie zdążył gwizdnąć, a tu kolejna akcja. Następne boiska, w tym lokalny pełnowymiarowy stadion mają uzupełnić kompleks sportowy przy Arenie Ursynów. Gol, brawo, jeszcze jeden.
A teraz przykład ciekawszy, bo z dołu. Nie sztuka zabłysnąć w ekstraklasie dzięki ekstrakasie, sztuka przebić się z okręgówki tylko dzięki samozaparciu. A tego nie brakowało Piotrowi Klonowskiemu i Juliuszowi Buszcie – dwóm mieszkańcom Natolina, którzy gdy dowiedzieli się, że w Wieloletnim Planie na lata 2006-09 miasto z grubsza planuje modernizację boisk przy SP336 na Małcużyńskiego, nie czekali na rozwój sytuacji, tylko sami przeprowadzili szybką kontrę. W całkiem prawdopodobnym scenariuszu sędzia z Ratusza wyciągnąłby bowiem żółtą kartkę i pieniądze poszłyby na bardziej palące potrzeby. Ale tak się nie stało. Piotr Klonowski wspomina: „Postanowiliśmy nie dać miejskim urzędnikom zapomnieć o szansie dla szkoły i lokalnej młodzieży. Rozpoczęliśmy akcję zbierania podpisów pod petycją do Burmistrza Ursynowa oraz informowania społeczeństwa o wadze sprawy. Zakończyła się ona ogromnym sukcesem, spotykając się z wielkim zrozumieniem i zainteresowaniem społeczności Natolina oraz sumą tysiąca podpisów!”
Tysiąc podpisów robi wrażenie. Udało się. Gwizdek sędziego i rozpoczynamy piłkarską sambę na Małcużyńskiego. Czy to nie fajniejsze, niż FIFA na Playstation?

Autor: Maciej Mazur, 2008

Etykietowanie: