Beverly Hills

- Dzień dobry, witamy w Beverly Hills! – obsługa zawsze była miła, uśmiechnięta i (co najważniejsze) kompetentna. Nie masz pomysłu na filmowy wieczór w domu? Wystarczy iść do Beverly Hills i na pewno coś doradzą. Komedia romantyczna? Proszę bardzo: „To właśnie miłość”, „Lejdis” lub nieśmiertelna „Masz wiadomość”. A może splatter horror? Jasne! Czwarta część „Piły”, „Martwica mózgu”, „Zombie – pożeracze mięsa”. Na półkach tysiące tytułów, a oni znają chyba wszystkie. A przynajmniej tak pięknie o nich opowiadają. Tak pięknie, jak dziś już nikt nie potrafi.
Mało tego. Mieli też niezły wybór win i przekąski, a więc wszystko, czego potrzeba na domowy wieczór przed telewizorem. Beverly Hills Video. Największa w Polsce sieć wypożyczalni. Nazwa przypominała klasyczny serial z lat dziewięćdziesiątych z Brendą, Brandonem i Kelly, więc już lepiej kojarzyć się nie mogła. Sieć weszła na rynek z przytupem. Stawiali na duże salony i ogromny wybór filmów. Kiedy zaczynali, na rynku istniały tylko małe osiedlowe wypożyczalnie, gdzie trzeba było mieć sporo szczęścia, aby się załapać na któryś z nowych hitów, a za nieprzewiniętą taśmę przy zwrocie kasety VHS groziła dodatkowa opłata. Podbicie rynku ułatwiła trwająca właśnie rewolucja technologiczna. Naród chował do piwnicy stare magnetowidy VHS i kupował za ciężkie pieniądze (co powiecie na 1500 złotych?) odtwarzacze DVD, aby cieszyć się cudowną jakością 576 linii na ekranie.

Beverly Hills otworzyło na Ursynowie trzy salony: na Belgradzkiej, Hawajskiej i Gandhi. Każdy z nich był samoobsługowy, czyli klient wchodził i buszował wśród półek pełnych okładek. Filmy były podzielone na kategorie: od „mega hitów” do klasycznych, różniły się ceną i maksymalnym czasem wypożyczenia. Po wybraniu filmu należało się upewnić, czy za pustą okładką znajduje się kolejne pudełko, już nie z etykietą producenta, tylko w zastępczych, niebieskich barwach wypożyczalni. To pudełko też było puste. Należało je pobrać i przejść do kasy, gdzie pracownik wkładał do niego płytę z magazynku. Jak widać - przed złodziejami właściciele firmy potrafili się zabezpieczyć prostymi sposobami, znacznie poważniejsze zagrożenie zdecydowanie zbagatelizowali.
Niczym bogacze z Beverly Hills wierzący, że fortuna zawsze będzie im sprzyjać, spali, gdy wróg był u bram. Internetowe serwisy VOD niepostrzeżenie zakradły się z komputerów na ekrany telewizorów. I po co komu wycieczka na Belgradzką, gdy z domu można ściągnąć sobie film? Nikt nie doradzi? To prawda. Nie doradzi. I wino też trzeba kupić w sklepie na dole. Ale jednak jest wygodniej, taniej, nikt nie będzie ścigał za przetrzymanie płyty i sama płyta też nigdy nie będzie porysowana. Bo żadnej płyty już nie potrzeba. W 2013 roku z dnia na dzień wszystkie salony zamknięto. Firma poprosiła klientów, aby nieoddane płyty przesłali jej pocztą.
A co mają zrobić zdesperowani poszukiwacze filmów, których w serwisach VOD po prostu nie ma? Na przykład chcecie sobie zrobić prawdziwie hardkorowy wieczór i zamiast serii „Piątek 13-go” zamierzacie przejrzeć całą twórczość Wajdy. Całą. Łącznie z „Panną Nikt” i „Wielkim Tygodniem”. Zadanie ponad ludzkie siły? Skąd. Trzeba iść do Domu Sztuki. Na piętrze od lat działa klasyczna wypożyczalnia filmów. Taka, jakie istniały przed inwazją sieci Beverly Hills. Właściciel doskonale zna się na kinie, doradzi a w szafie ma takie filmy, których próżno szukać gdzie indziej. Nie ma tylko wina, więc z „Panną Nikt” może być jednak spory kłopot na trzeźwo.

Autor: Maciej Mazur, 2017

Etykietowanie:

Ojjj

O ile pamięć mnie nie myli, to z Hawajskiej przenieśli na Gandhi bo... wielkość lokalu na Hawajskiej była już wtedy (z racji drastycznie spadającej ilości klientów) przerostem formy nad treścią.