Bazar

Każda rewolucja ma swój symbol. Najczęściej wcale nie jest nim to, co przywódcy rewolucji chcieliby, aby było. Choć oficjalnym symbolem Rewolucji Francuskiej jest Bastylia, to nieoficjalnym szybko stała się gilotyna. Symbolem rewolucji islamskiej nie był Koran, tylko broda Ajatollaha. A symbolem polskiej rewolucji roku 1989? Oficjalnie? Może kowboj z plakatu Solidarności? Może kartka wyborcza? A może jednak bazarowa szczęka – symbol prawdziwego nadejścia wolnego rynku? Prosty, banalny, a jednocześnie genialny wynalazek pozwalający prowadzić handel niezależnie od warunków atmosferycznych. Zajrzyjmy więc na ursynowski bazar.
Jeszcze w zamierzchłych czasach handlu uspołecznionego, architekci dobrze wiedzieli, że bez uzupełnienia państwowej oferty prywatną inicjatywą bazarową, nie da się zaspokoić popytu. Zaplanowano więc oficjalne targowisko. Z eleganckimi pawilonami, zapleczem i pięknymi stoiskami. Miało powstać w miejscu dzisiejszego kościoła Wniebowstąpienia Pańskiego przy Alei KEN. Nawet rozpoczęto prace. W specjalnie przygotowanym zagłębieniu przed blokiem przy Wiolinowej 2 wybudowano pierwszy rząd pawilonów. Na drodze budowniczych stanęły jednak trudności obiektywne (według innej wersji – zdenerwowany hałasem budowy wysoko postawiony mieszkaniec bloku Wiolinowa 2) a wraz z nimi stanęła tez budowa. Niedokończone pawilony nigdy nie spełniły swojej funkcji. W latach osiemdziesiątych doskonale za to się sprawowały jako tymczasowe salki katechetyczne powstającej parafii.
Życie nie znosi jednak pustki i handel bazarowy już w latach osiemdziesiątych nieśmiało się rodził. Powstało targowisko za Megasamem – początkowo w formie dzikiej, potem nieco ucywilizowanej. Tam działał kultowy sklep „Sindbad” z artykułami dla dzieci i młodzieży, który mimo mikroskopijnej powierzchni, ofertą spokojnie konkurował z Pszczółką Mają. Drugi bazar powstał „na dołku” przy Braci Wagów. I trzeci – na rogu Indiry Gandhi i Cynamonowej. Wraz z rewolucją rynkową 1989 roku każdy z nich przeżył niesamowity rozkwit. Alejki zapełniły się doraźnie zbijanymi stoiskami, łóżkami polowymi i szczękami, w których rozwijały się rekiny kapitalizmu. Po upadku Związku Radzieckiego na targowiskach pojawili się przybysze ze wschodu, oferujący najczęściej najprostsze narzędzia AGD, przestarzałe gry elektroniczne, zegarki, nożyczki – no i przeokrutne dla płuc papierosy Biełomorkanał.
Z trzech ursynowskich targowisk największą karierę zrobiło to przy Braci Wagów. Handel ucywilizował się, powstały rzędy pawilonów. W weekendy bazarowi towarzyszył wielki pchli targ – w szczycie rozkwitu stoiska sięgały od ulicy Stryjeńskich po Aleję KEN. W 2009 roku nielegalny pchli targ skasowano. Wcześniej spółdzielnia pożarła kawałek targowiska pod nowy blok. Ale i tak duch drobnego kapitalizmu trzyma się tu doskonale. W przeciwieństwie do Targowiska Na Skraju, czyli narożnika Gandhi i Cynamonowej. Po czasach świetności tego miejsca pozostała tylko nazwa przystanku autobusowego. W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, kuszeni obietnicami budowy centrum handlowego, tutejsi kupcy zainwestowali pieniądze życia w Ursynowski Fortepian, który jednak nigdy nie zagrał. Na czas niedokończonej budowy wielki bazar został zredukowany do maleńkiego skupiska pawilonów. Może to jednak tylko forma przetrwalnikowa?

Autor: Maciej Mazur, 2009

Etykietowanie: