Akcja PSS

Po wizycie Edwarda Gierka na Ursynowie (w styczniu 1977, patrz hasło: Gierek Edward) wydawało się, że wzrośnie tempo budowy, standard mieszkań i średni metraż, a ludziom będzie się żyło dostatniej. Tak przecież obiecywali towarzysz Gierek wraz Alojzym Karkoszką. Jak jednak wspominają mieszkańcy, najpierw zaczęła spadać liczba odwiedzin prominentów, by niewiele później rzeczywistość już nigdy miała nie dogonić planów.
Choć technologia budowy bloków z wielkiej płyty nie była skomplikowana ani czasochłonna, a kolejne domy rosły dość sprawnie, to zaczęły pojawiać się problemy z ich oddawaniem do użytku. Główny wykonawca osiedla nie był w stanie wykończyć kilkudziesięciu tysięcy mieszkań jednocześnie. Znaleziono jednak sposób - uruchomiono tzw. Akcję PSS (skrót od "Pomóż Sobie Sam"), która polegała na przekazywaniu niewykończonych budynków zakładom pracy, a te, już we własnym zakresie i tempie, miały mieszkania uzdatniać do użytku. Statystyki się zgadzały, kolejne budynki były „przekazywane”, następne budowano. W efekcie jednak wiele bloków stało przez kilka lat niewykończonych, straszyły i denerwowały - między innymi dziennikarzy TVP, którzy postanowili znaleźć przyczynę tej sytuacji. I tu dochodzimy do archiwalnej relacji, z której zestaw kadrów prezentujemy poniżej.

Reporter TVP próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego na przykład budynek przy Koncertowej 3/5 trzy lata straszył niewykończony, podczas gdy inny - przy ZWM 12b - nie dość, że stanął w dwa miesiące, to już zaraz miał być gotowy i to w standardzie wyższym niż gdziekolwiek: „ścianki działowe z cegły, czy plastikowe łazienki” (swoją drogą ciekawe, co to takiego). Zagadnięty przez ekipę telewizyjną robotnik, nie kryje, że budynek przy ZWM jest budowany dla współwykonawcy osiedla, firmy Dźwigar „podobno w połowie, ale jak będzie - nie wiadomo”.
Przedstawiciel Generalnego Wykonawcy zapytany, czy jest sens budować kolejne bloki, skoro nie ma możliwości wykończenia już istniejących, uznaje zasadność pytania (ach ta odwilż!). Między wierszami daje do zrozumienia, że zawiodła logika, że ktoś, kto planował budowę Ursynowa nie doszacował po prostu rubryki „prace wykończeniowe”. Sytuację próbowano ratować ogłaszając Akcję PSS, puszczając na żywioł zakłady pracy w imię zasady „bierzcie budynki i sobie radźcie”. A w gospodarce niedoboru poradzić sobie nie było łatwo. Stąd opóźnienia i niska jakość wykonania. Oczywiście - co innego Dźwigar, co innego generalny wykonawca - te firmy, które jak już coś wykańczały, to robiły to perfekcyjnie, o czym ekipę TVP przekonuje przedstawiciel Spółdzielni, zwracając się do… dyrektora jednego z tych dwóch przedsiębiorstw. Szkoda, że taka perfekcja zdarzała się tak rzadko, ale co tam…

Akcja Pomóż Sobie Sam, jak większość socjalistycznych specjalnych Akcji (wspomnieć choćby Akcję Żniwną), zakończyła się fiaskiem. Taki Dźwigar sobie radził, bo miał ludzi i sprzęt. Ale na przykład co z blokiem miał zrobić Uniwersytet? Profesorowie i docenci: do łopat? (Jak sobie poradził to akurat dość dobrze wiemy i opisujemy w haśle ”Zasiedlenie”). Albo wydawnictwo? W październiku 1980 (rok po opisywanej wyżej interwencji TVP) „Express Wieczorny” zauważa: „Pozostają jeszcze szczególnie denerwujące ‘ogony’. Są to bloki zmontowane w latach ubiegłych, zaliczone do planu, ale przekazane do wykończenia różnym zakładom. Nie są w stanie wykończyć i zasiedlić je w sprecyzowanych terminach. (…) Budynki są obecnie – w bardzo wielu przypadkach – ponownie przejmowane przez firmy budownictwa miejskiego. Jak widać z tego, cała akcja pod nazwą „pomóż sobie sam” przyniosła, niestety, rozczarowanie. ‘Ogony’ na Ursynowie odcięte zostaną ostatecznie dopiero na początku roku przyszłego.”. Na szczęście nie był to ogon, który kręcił psem. Psem kręcił Dźwigar i Generalny Wykonawca.

Autor: Michał Myśliński, 2008

Etykietowanie: